Na co niepotrzebnie straciłam czas w 2014 – Top 6 (Polska)

Oczywiście ta lista powinna mieć minimum 20 punktów, ale coś trzeba wybrać 🙂
Oglądam wszystko – na niektóre produkcje jestem zła, jednak stanowią moje prywatne „guilty pleasure”, więc nie mogę się ich czepiać.
Subiektywnie.
Wedle moich kryteriów. Po całości.
Top 6 poniżej.

Poza podium.
Czas Honoru „Powstanie”

Wiem, że w tym miejscu nie zgodzi się ze mną większość sympatyków serialu TVP2.
Ale tak jak napisałam na początku – to moje top i moja opinia. To nie jest porażka 2014, ale z pewnością siódmej odsłony „Czasu honoru” nikomu nie polecam z czystym sercem.
Czekałam na „Powstanie” z niecierpliwością. Wcześniej zapowiadano, że ta część nie zostanie zrealizowana, bo Telewizja publiczna nie ma AŻ takich pieniędzy do zainwestowania w scenografię, efekty specjalne i tym podobne.
Kiedy już pożegnaliśmy się z bohaterami, nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znalazły się środki, plenery i cała oprawa potrzebna do nakręcenia ostatnich odcinków.

I gryząc palce z niecierpliwością czekałam… Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie.
Scenariusz miałki, wpadki biły po oczach, a młodzi/nowi aktorzy nie udźwignęli historii.
Pamiętam pierwsze sezony, które oglądałam z „ciarkami” i bolącym żołądkiem.
Na „Powstaniu” wynudziłam się niemiłosiernie – tym bardziej, że przeskok czasowy sprawił, iż wiedziałam kto zginie, a kto ocaleje.
Tak jak pisałam na początku ‚Czas Honoru „Powstanie” to nie jest bardzo zły serial, aczkolwiek momentami żałowałam, że ta nudna, przewidywalna i źle obsadzona produkcja zabierała mi cenne godziny z życiorysu.
I wiemy po „Miasto 44”, że można opowieść o naszych dziadkach zrobić zupełnie inaczej.

…………………….

Miejsce 6

Lekarze

Pięć sezonów i ani odcinka więcej.
I bardzo dobrze.
Pisałam już niejednokrotnie, że Lekarze po odejściu Małaszyńskiego całkowicie się zmienili. Alicja postanowiła wyjechać, a na postaciach Leona i Elżbiety nie dało się stworzyć całego serialu. Szyc i Bołądź pojawili się na tyle późno, że nie zdążyli udźwignąć ciężaru produkcji TVN.
Wanatowie, odrobinę Ordy, coraz nudniejsze i coraz gorzej obsadzane przypadki medyczne – to oglądało się naprawdę z przyzwyczajenia.
Co tydzień czekałam na zwrot akcji, a scenarzyści skutecznie mnie usypiali.
Pisałam po trzecim sezonie – czas zmienić koloryt! Wprowadzić kilku rezydentów, napisać im historie miłosne, zatrudnić aktorów z prawdziwego zdarzenia do ról drugoplanowych i tym udowodnić Małaszyńskiemu, że odszedł z jednego, z najlepszych seriali medycznych w Polsce.
Nic takiego się nie stało.
W 2014 roku zapamiętam li i jedynie pieluszki Happy, które nagrały się więcej niż główna bohaterka.

Miejsce 5

Blondynka
Odgrzewany kotlet po raz kolejny wystawiony przez TVP1. Nie dość, że odszedł Lichota – Manej, to w trzecim sezonie pożegnaliśmy odtwórczynię tytułowej roli. Zamiast Pietruchy dostaliśmy Annę German odchudzoną po „Tańcu z gwiazdami”.
Joanna Moro zupełnie nie trafiła w moje gusta, ale rzetelnie oglądnęłam 13 odcinków.
Na plus Burmistrz (Andrzej Grabowski), czy Jasiunia (Iza Dąbrowska). Nie zapomnę również o Hula-Pula i jego motorze (Krzysztof Kiersznowski).
Główni bohaterowie niestety na minus. Wałkowanie rozmów o niczym, brak jakiejkolwiek chemii, czy interakcji.
Dialogi beznadziejne, w zasadzie scenariusz do poprawki.
W trzecim sezonie czekaliśmy na dziecko Maneja, przy okazji obserwując nowe dziecko w gospodarstwie Fusa.
Za piękne pola, lasy i przyrodę. Na minus tradycyjnie obrażanie się głównych bohaterów, miałkie wątki i jeszcze gorsze dialogi.

Miejsce 4

Słodkie życie i Baron24


Dwa seriale komediowe wprowadzone w 2014.
W jednym aktor, któremu żadna popelina nie straszna – czytaj Karolak.
W drugim kabaret, który kiedyś był nawet zabawny (obecnie spuszczam litościwie zasłonę milczenia).
Aczkolwiek po panach – Górski i Cieślak spodziewałam się czegoś innego. Choćby tego, że przeczytają scenariusz 😉
Baron nie był nawet taki zły, oglądałam wszystkie odcinki i polubiłam teściową (plus potyczki słowne i improwizacje pana Karolaka). Aczkolwiek bez trudu pożegnałam się z tą produkcją.

Natomiast „Słodkie życie” było tak drętwe jak scenografia ze sztucznymi kwiatami w tle.
Widziałam wszystkie odcinki i uważam, że to naprawdę marnowało mój czas.

Miejsce 3

Sama słodycz

Pani Pilaszewska odpowiedzialna za scenariusz hitowego Przepisu na życie (ostatnie sezony zupełnie niestrawne) postanowiła wprowadzić do ramówki nowych bohaterów i nowy tytuł.
Sama słodycz = Fryderyk(a zarazem uwielbiany przeze mnie Piotr Adamczyk).
W skrócie: główny bohater miał być malkontentem, samotnym ojcem, który dostaje pod opiekę zbuntowanego synka. Miało być komediowo, z dobrą obsadą.
Wyszło jak wyszło.
Synek był za mały, aby udźwignąć rolę (albo źle dobrany), więc w każdym odcinku oglądaliśmy ucieczkę dzieciaka i pogoń hordy dorosłych ludzi.
Dodatkowo nieżyciowa Marianka, czy sztuczna do granic możliwości Patrycja.
Tego się nie dało oglądać.

Miejsce 2

SuperStarcie


Dostanie się teraz TVP2 za wprowadzenie czegoś tak słabego za pieniądze podatników. Oglądalność – poniżej przeciętnej. Program wygrała Natasza Urbańska.
Kretyńskie prowadzenie. Mam nadzieję, że młody Królikowski napije się w piątkowy wieczór dobrej wódki (zamiast ubierać się w garnitur i męczyć widownię). O Marice nic nie napisze (bo są „Święta” i trzeba być miłym ;).
Miało być na luzie, wyszło jak wiemy.
Mam wrażenie, że skoki do basenu, które na wiosnę wprowadzi Polsat będą miały dużo lepszą oglądalność niż program, w którym bezcześciło się naprawdę dobre utwory.
A po durnych śpiewach, jeszcze gorsze okazało się szlachetne Jury (Panie Mann jak Pan mógł?).
Mietek gubi słowa, Reni traci całkowicie sens piosenki, a Brzozowski udaje Eminema… a  Jury mówi, iż to było genialne i jedyne w swoim rodzaju.
No błagam Was ludzie!
Na szczęście okazuje się, że TVP2 załamana wynikami oglądalności uznała, że nie będzie produkować nowego sezonu Superstarcia.

Miejsce 1

Kto poślubi mojego syna


I mamy tegorocznego zwycięzcę. Przy wszelkiej maści reality-show opowieść o tym jak czworo dorosłych mężczyzn z aspiracjami za pomocą matki i wynajętego domu szuka kandydatki na żonę okrutnie bolała.
Wyreżyserowane, z aktorami, którzy pojawiali się w innych superprodukcjach typu „Trudne sprawy” – „Kto poślubi…” pobiło wszelkie rekordy obciachu.
Niestety już za kilka miesięcy kolejna odsłona. Bo oglądalność była zadowalająca.

Reszty nie oglądałam, albo nie zapamiętałam 🙂

4 odpowiedzi do “Na co niepotrzebnie straciłam czas w 2014 – Top 6 (Polska)”

  1. zgadzam się prawie w całości z wyjątkiem lekarzy i wzmiance o czasie honoru – nie rozumiem jednak jednego, wszystkie wymienione przez Ciebie produkcje są mi znane udało mi się kiedyś obejrzeć po odcinku lub po pół 😀 Jednakże wydały mi się tak mało interesujące, tak płytkie, nie ciekawe itd. że nie skusiłam się na kolejne epizody. Powiedz po co oglądasz np. 13 odcinków Blondynki żeby później opisać ją w poście „na co straciłam czas?” przepuszczam że już po par odcinkach doskonale wiedziałaś na c trwonisz czas więc mogłaś temu przeciwdziałać 😀

  2. Martucha187 – seriale oglądam z dziennikarskiego obowiązku, chociażby po to, aby nie wyrabiać sobie zdania po jednym odcinku.
    Wszelkie „szoł”, które mi się nie podobały oglądam tylko w tle, lub w internecie (np. Superstarcie tylko dla Titusa) przewijając pełne występy.
    Wiedziałam, że co do Czasu Honoru zdania będą podzielone, dlatego nie zagościł w rankingu.

    Ksenia – mam nadzieję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *