Na dobre i na złe odcinek 636 - recenzja.

Powiem szczerze, że się wciągnęłam. Podczas przerwy zimowej nadrobiłam sporo odcinków Na dobre i na złe i teraz staram się być na bieżąco.
Sama się sobie dziwię, bo format, który onegdaj zniechęcił mnie do oglądania kolejnych odsłon pozyskał wielu wspaniałych aktorów. I stał się cud.
Już dawno podczas premiery polskiego serialu się nie spłakałam.

Muszę docenić Piotra Głowackiego i granego przez niego bohatera. Neurotyczny egoistka, jednak prawdziwy fachowiec.
Cuda się zdarzają. Martwica popromienna. Joasia będzie żyła i najprawdopodobniej doczeka się ślubu córki, a nawet wnuków.
Drugi bóbr należy do Katarzyny Warnke - listy dla nienarodzonej córki, rozmowy z ukochanym, a nawet szybki ślub - wszystko to miało pomóc jej ukochanemu uporać się z jej przedwczesną, nieuchronną śmiercią.

Trzeci trafia do Modesta Rucińskiego, który nawet w wątku drugoplanowym po raz kolejny udowodnił, że jest świetnym aktorem. Duży plus za rozmowę z Bartem i wybuch radości.

Czwarty bóbr trafia do Michała Żebrowskiego, a raczej wątku zdesperowanego Falkowicza, który z dnia na dzień traci ukochaną “Matyldzię”.
Tak jak cieszyłam się kiedy Katarzyna obudziła się ze śpiączki, tak teraz trzymam kciuki, aby bohaterka grana przez Ilonę Ostrowską odeszła z serialu.

Na dobre i na złe wydało zaskakująco dobry odcinek.
Wystarczy odłożyć na bok wątki romansów i zdrad i mamy perełkę :)

Jak ja się cieszę, że mogę w końcu z czystym sumieniem przyznać 5 bobrów.