W bistro po raz kolejny kłopoty.
Tym razem durna kelnerka niefortunnie podrzuciła ściereczkę na kuchenkę gazową. Był pożar, który szybko przerodził się w ogromną awarie prądu. No cóż. Jacek nie może mieć lekko.

Błyskotliwy kucharz przekuł porażkę w sukces. Impreza dla ponętnej wokalistki Ines okazała się wielkim sukcesem.


Też nie rozumiem co te wszystkie baby w nim widzą.
Najbardziej żal mi Zuzy, która dość długo udawała przyjaciółkę. Obecnie wpadła w sidła gładkich słówek i bez większego wahania poddała się namiętności.
Z tego będą kłopoty.
W każdym serialu kiedy para idzie do łóżka na początku sezonu - wszystko poważnie się komplikuje. Pojawi się zazdrość, nowy chłopak/dziewczyna i konflikty i intrygi.
Zdecydowanie wolę powolne kroczki, które prowadzą do miłości.

Nowym wątkiem jest młodsza siostrzyczka, która uciekła z domu z tajemniczymi tabletkami na odchudzanie. Oczywiście Jacek pomoże. Ciąg dalszy kłótni z ojcem gwarantowany.
Niekoniecznie to rozumiem. Gówniara buntuje się, bo rodzice chcieli ją wysłać na opłacony, rewelacyjny kurs angielskiego w Londynie? Gdyby sama poświęciła wakacje zbierając truskawki po 16 godzin dziennie - pewnie podeszłaby do atrakcji inaczej ;)
Problemy dzieci bogatych rodziców.

Jak zwykle wyróżniam małżeństwo Patryka. Cieszę się, że mimo kłótni potrafią ze sobą normalnie porozmawiać i przyznać się do błędów.
Polubiłam nowych kucharzy i czekam na rozwój ich wątku.

Na duży plus kilka smaczków - w tym pijacka ławeczka żywcem przeniesiona z Ranczo. Bohaterowie z Na noże jeszcze niewiele się odzywają, aczkolwiek wszystko przed nami ;)
Rozmowy typowo restauracyjne - czyli zmiana nazwiska na bardziej szlachetne (jeszcze się nie przyjęła), czy porównanie podsłuchującej dziewczynki do znanej knajpki z Sową w tytule - również bardzo udane.

Za całość - 3,5 bobra.