Przede wszystkim strasznie ucieszyła mnie animowana historia z czołówki, z jedną z moich ulubionych piosenek - “Little Boxes”.
I tak patrząc na krótką kreskówkę zdałam sobie sprawę, że mimo, iż widziałam wszystkie odcinki Trawki o kilku ważnych wątkach z życia Nancy po prostu zapomniałam.
W sumie, trochę lat już upłynęło.

Podobnie było w przypadku snajpera. Szybko odkryli oblicze zamachowca, pokazali mi jego twarz, a ja naprawdę nie mogłam skojarzyć kim jest ten młody człowiek. Być może to przez to, że usilnie starałam się nie czytać spoilerów na temat tego: “Kto strzelał do Nancy Botwin”?
Dla zdezorientowanych jak ja wyjaśnienie - strzelał syn agenta DEA (II sezon).

Synowie nie bardzo wiedzą jak sobie poradzą bez matki, z drugiej jednak strony przyznają, że ma dużo wrogów i wymieniają kilkunastu z nich. Nie są pogrążeni w smutku, okradają koszyki sąsiada i zwierzają się ze swoich planów.
Doug pod pretekstem sprzątania okruszków obmacuje swoją długoletnią przyjaciółkę.
Andy idzie jeszcze dalej - na łóżku, gdzie leży Nancy pogrążona w śpiączce odbywa stosunek z jej siostrą.

Szczerze powiedziawszy po bardzo słabym siódmym sezonie, ten zaczyna się bardzo dobrze. Każdy nowy bohater od kapelana po panią z administracji, policjanta czy ratownika spisał się rewelacyjnie. Świetne dialogi, kilka bardzo mocnych tekstów - no takie Weeds lubię.

I teraz się zastanawiam. Czy potrzebna nam jest Nancy, która zaraz będzie pakować się w te same kłopoty? No i przyznaję. Tak. Jako klamra spinająca losy głównych bohaterów.
Czy tęsknie do wątków z handlem trawką i powiązań ze wszystkimi organizacjami mafijnymi? Szczerze? Nieszczególnie.

Udany odcinek. Czekam na więcej.