„Napijmy się” – po odcinku 10

Odcinek prapremierowy był jednym, z najlepszych dotychczas.
Wiemy, że nie doczekamy drugiej odsłony – nie mam żadnych pretensji, bo to nie jest tytuł, który bym polecała.
A plusy i minusy poniżej.

Na plus oczywiście znajomość Benedykta z Izabelą. Kobieta waha się czy inwestować w nowe uczucie, a zarazem w podjazd. Jednak telefon i spotkanie w parku z wnuczką Tajfuna było urocze.
Najwyższa pora aby „Musia” znalazła szczęście w życiu.

Drugi plus to wypad Fryderyka na wódkę z Wiktorem. Sam wypad byłby krótki i ledwo zauważalny, gdyby nie grupa Zenka – brata Janinki. Motocykliści szantażem (nie ma co ukrywać) zmusili mężczyznę do picia alkoholu w ilościach hurtowych, a później rozmawiali o kobietach.

Najważniejszy punkt odcinka – Fryderyk zdał sobie sprawę, że chce walczyć o syna i swoją byłą żonę. Niestety dowiedział się, że główną przeszkodą będzie to, że Marta niebawem wychodzi za Dziubka.
Nowinę ogłosił Staś, który szlochał i przy okazji strasznie mnie drażnił grą aktorską (oczywiście nie ma mowy o czymś takim jak gra aktorska kilkuletniego młodzieńca, chociaż chłopaki z Rodzinki.pl radzą sobie w tej kwestii znakomicie).
Po prostu tak nie płacze żadne dziecko. Zero naturalności.

Natomiast już w przypadku Natalii Klimas można mówić o grze aktorskiej ale jej Patrycja po raz kolejny udowodniła, że bez dwóch zdań należy jej się palma pierwszeństwa w kategorii „Najbardziej irytująca postać w wiosennej ramówce „. Ciężko będzie to pobić.
Nie znęcam się, tylko proszę porównać do niej np. Ilonę Ostrowską.

Urodziny Oli smutne i to nie tylko przez zachowanie Fryderyka. Szkoda, że na „kinder-party” nie było muzyki, a przede wszystkim innych dzieci. Rozumiem, że dziewczynka nie ma w Warszawie zbyt wielu przyjaciół, jednak przyjęcie o 21:00, na którym pojawiają się znajomi mamy uważam za głupi pomysł – mimo prezentów i szczerych wyrazów sympatii (bo po co zapraszać m.in. żonę swojego byłego?).

To i tak był jeden z najlepszych odcinków serialu. Mimo wszystko w skali „Samej słodyczy” oceniam go na 3,5 bobra.
Ale to nie jest produkcja na którą czekam w każdy poniedziałek.

11 odpowiedzi do “„Napijmy się” – po odcinku 10”

  1. Ano, napijmy się…

    Odcinek miał swój poślizg i fajne teksty, ale niestety, Patrycja zwyczajnie kwasi. Nie chciałbym się czepiać, ale gra aktorki jest bz. Próba uwiedzenia Frycka – bardzo niesmaczna. Żenujący brak subtelności. Gdyby w krajowych produkcjach telewizyjnych przyznawano maliny lub węże – bankowo Pani Klimas byłaby numerek one. Dzisiejszy Staś był również okrutnie sztuczny, czyli porównywalnie, niczym w pierwszych odcinkach sezonu.

    Ale apaszka, Benedykt i Musia – całkiem, całkiem. Poza tym epizod w dziekanacie i kwitująca stan Frycka – „pobudzony jak wesołe miasteczko” – pani Ula, również. Wiktor wkręcający Patrycję i wspierający Fryderyka – kompan doli i niedoli, także. Alkoholowy pojedynek inteligentów z Zenkiem i resztą oraz pogwarki o kobietach – niezłe. Jak również marzenia Zenona o wysforowaniu Dżanet na nową Berlusconiową. Transport Frycka „na wznak” – na imprezę i tekst o pogubieniu płatków, to wszystko miało swój smaczek.

    Nie czepiam się pory przyjęcia, ale w sumie było zabawnie. Wujek Osa oferujący meliskę w krytycznej sytuacji oraz niespodziewanie wstępujący w Frycka superman, który przypadkowym ciosem powalił wrednego Tadeusza, a potem wyszedł trenować moc swej głowy na promile. Nietrudno zgadnąć, jak rozpocznie się odcinek 11. Namolna Patrycja wmówi skacowanemu delikwentowi, że spędziła z nim upojną noc, więc: napijmy się;)

    Poza tym bezinteresowna Marianna i Sylwia – ich przyjaźń mogła być materiałem na fajny wątek. Dżanet ucząca się włoskiego i demaskująca Dziubka. Gdyby tak spiąć scenariusz, wyciąć lub ograniczyć poczynania Patrycji oraz Stasia, serial mógłby być dobrą zupą, sięgającą czterech bobrów, tak w porywach sięga 3 i pół zwierzątka…

  2. zdzisiek gdyby tak wszystko spiąć to byłby całkiem udany serial. A jest jak jest 🙂
    Tylko na Dziubka czekam. Pozdrawiam 😀

  3. szkoda,że nie pokazali miny Patrycji, jak nikogo nie zastała , pewnie byłaby bezcenna.
    W dzisiejszym odcinku Patrycja nmnie nie raziła,nawet byłą zabawna.
    Właściwie gdyby nie wpomnieli że to urodziny oli to pomyślałabym że Marianny, mało było akcentów dziecięcych( meliskę dziecku 😉 ), oprócz tych lalek na prezent. Frycek o lepszy prezent mógł się postarać.
    Plus za spotkanie Benedykta i Musi, spotkanie ekipy Zenka z inteligentami.
    Szkoda,że o Dziubku się tylko mówi, obawiam się,że wejścia smoka Dzubka nie będzie.

  4. Wychodzi na to, że tylko ja się czepiam Patrycji. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że za każdym razem, zanim napiszę tu swoją opinię, sceny z nią oglądam powtórnie, by bezpodstawnie nie osądzać. Tym razem również tak było:( Pozdrawiam:)

  5. Zdzisiek, odcinek oceniam podobnie jak Ty 🙂

    Na plus – znajomość Musi & Tajfuna, barowe Polaków rozmowy, kięłkująca przyjaźń Sylwii & Marianki, meliska Osy i błyskotliwa pani Ula (szkoda, że tak jej mało).

    Na minus – oczywiście postać Patrycji (powinna zachwycać inteligencją i poczuciem własnej wartości, a w rzeczywistości wywołuje uśmiech politowania), przerysowany do granic możliwości Tadeusz (mimo szczerych chęci nie potrafię wyobrazić sobie, że on i Marianna byli kiedyś parą) i okrutnie sztuczny Staś (już wolę jak ucieka niż jak płacze przed laptopem)…

  6. Ines,

    nie zdziwiłbym się, gdyby Tadeusz przed laty też miał przygodę z narkotykami, a ostatecznie za wszystko zapłaciła Marianka. Małecki w tak napisanej roli się broni. Uważam też, że gdyby Patrycję zagrała inna aktorka o zacięciu komediowym, też postać by się obroniła. Nie wiem, jak Ty, ale ja scenę na sali wykładowej i prezentację „Orlanda Szalonego” w jej wydaniu uważam za jedną z najgorzej zagranych scen, jakie widziałem w życiu…

    Dzięki:)

  7. mnie bardzo przypomina tadeusz Czarka z „Prosto w Serce”. Odbieram to jako minus, bo Grzegorza uważam za dobrego aktora i oczekiwałam ciekawszej kreacji.

    Ja też nie lubię Patrycji, mocno taka zblazowana, ale w tym odcinku była strawna, bardziej zirytował mnie Stasio który według mnie jest bardzo rozchwiany emocjonalnie, jak dla mnie też mocno przerysowany.

  8. Nie doczekamy się, co scenarzystka chciała pokazać w postaci Tadeusza, ale jest w nim jakiś mrok, by nie powiedzieć, że menelowaty z niego egzemplarz. Poza tym w serialu było go niezbyt wiele.

    Natomiast Staś, gdyby dobrze grał, byłoby Ok. Dzieciak, który nie ma stabilnego domu, w zaistniałej sytuacji wali mu się świat, ma prawo być rozchwiany emocjonalnie.

    Przypadek SS potwierdza starą regułę, że zabawa „grubą kreską” w budowaniu postaci nie zawsze wychodzi na dobre….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *