Kolejny odcinek Lekarzy w prapremierze za nami.
Kilka słów poniżej.

Nadal dziwuję się, dlaczego wszystkie, polskie telewizje postanowiły umieszczać prapremiery w Internecie. Za darmo i w bardzo dobrej jakości.
Nie wiem czy takie “kuriozum” pojawia się tylko w Polsce? Ja po premierze online, nie oglądam serialu w telewizji i dlatego jestem ciekawa czy stacje potrafią zarobić na swoim produkcie (przecież chodzi o oglądalność i emisję bloków reklamowych).
Oczywiście - nie piszę tego w przypadku tylko i wyłącznie “Lekarzy”. Ale tak z redaktorskiej ciekawości - Co by się stało, gdyby odcinek serialu był dostępny online - po emisji w TV?

Wróćmy jednak do Lekarzy. W zasadzie cały odcinek zdominowała sprawa Wanatów.
Rok temu pisałam, że zupełnie nie rozumiem tej pary - ona ćpunka, on łaskawie pozwolił jej wrócić do mieszkania. Młoda kochanka, fałszywe zeznania żonki, która chciała, aby Piotr trafił do więzienia, odwyki, kupowanie narkotyków, a na deser pojednanie się pary i starania o dziecko.
Nadal mi to nie gra. Widzowie po trzech sezonach dostali zupełne wybielenie postaci Izy i przeniesienie krzywd wszelakich na Żelichowską, która z dnia na dzień została “czarnym charakterem”.
Ale jesteśmy świadkami narodzin cudu miłości, a w piątym sezonie oglądaliśmy prawdziwą idyllę - aż do premiery drugiego epizodu.

W dzisiejszym odcinku Iza poroniła, a specjalistyczne badania dowiodły, że nigdy nie donosi ciąży.
Szkoda.
Chociaż nigdy nie byłam fanem tej pary, to żal mi było patrzeć na Wanata, który przez pół odcinka składał nowoczesny fotelik i wyobrażał sobie, jak tuli w ramionach synka/córeczkę.
Oj! Niewiele miał dotychczas do zagrania Szymon Bobrowski. Niby pełnosprawny lekarz toruńskiego szpitala, jednakże zawsze gdzieś na uboczu. Nie mogę sobie przypomnieć nawet sytuacji, kiedy wątek medyczny z udziałem jego postaci zdominował cały odcinek…

A dzisiaj rekonesans. Rozmowy z żoną, spacer w parku wraz ze spotkaniem byłej pacjentki. Marysia Wielgusowa, Strażniczka miejska - uroczo podziękowała dawno niewidzianemu położnikowi. Oczywiście najmocniejszy punkt to scena poronienia i badań.
Miło popatrzeć na grę aktorską Bobrowskiego i Warnke.

Główną sprawą odcinka był pacjent po przeszczepie, który na “łożu śmierci” postanowił pojednać się z córką.
Wdrożenie systemu naprawczego nie zadziałało do końca. Dziadek zmarł przed poznaniem wnuczki.
Podobnych wątków w serialach medycznych było sporo - dlatego nic mnie nie szczególnie nie zaskoczyło.

Karski nie jest zbyt lubiany przez kolegów z pracy. Został nazwany “wyrywnym Misiem”. W planach jest również przyklejenie go do stołka - zagrywki rodem z podstawówki.
Nie dowiedzieliśmy się niczego nowego o jego życiu prywatnym. Myślę, że będzie nam to dawkowane z umiarem ;)
Alicja spotyka się z psychologiem. On zna wszystkie jej sekrety, wspiera ją i stara rozweselić - jednak nie ma mowy o żadnej “wielkiej miłości”. Przynajmniej z jej strony.

Orda jeździ karetką. Pomoc patologicznej rodzinie kończy się ciosem od krewkiego pijusa - obrońcy żony. Rozumiem frustrację lekarza, jednak sama scena była mocno komediowa ;)
Piotr z żoną zostali zaproszeni przez “Jivanów”.
Kiedyś do nich chadzał Maks z Alicją. Ale w tych czasach i dzieci były jakieś inne ;) (nie przypominam sobie rudej córeczki) i nikt nie częstował gości kiełbasą z grilla…

Za świetne sceny Wanatów - 3bobry.