Po entuzjastycznych opiniach o nowym serialu ogłosiłam go hitem jesieni, ba twierdziłam nawet, że to może być najlepsza pozycja komediowa 2011(dwa odcinki były świetne).
Pierwszy przełomowy, z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem - w 25 minut. Śmiesznie, wzruszająco i przede wszystkim “nie na siłę”. Drugi już słabszy, chociaż miał kilka dobrych momentów.
I kolejne już niestety słabe… Momentami niestrawne.

Po odejściu “starego Coach’a (Damon Wayans Jr) ta postać jest w zasadzie bezbarwna. Odcinki są nierówne, nudne i co tu kryć nie są śmieszne!

Ostatnio Jess prosiła chłopaków o radę w sprawach seksu (i to chyba była najlepsza rozmowa od kilku tygodni). Wcześniej ubierała śmieszne zęby, tańczyła kaczuchy na weselu, spotkała nowego chłopaka (ich związek sprawia, że mnie zęby bolą - przerost kiczu tych dwóch postaci mnie wykańcza i w zasadzie nie pamiętam co jeszcze się u niej działo.

W sensie banał goni banał, głupota jeszcze większą bzdurę, Zooey Deschanel z uroczej przerodziła się w kosmiczną idiotkę. Nie ma dobrych dialogów, postacie są coraz głupsze, a gagi dramatycznie słabe.

Zauważyłam, że od drugiego odcinka ani razu się nie roześmiałam… Ba! nawet się nie uśmiechnęłam. Może rzeczywiście mam mocno skrzywione poczucie humor, ponieważ czytam w komentarzach o serialu, że ma równy poziom i nadal jest najlepszym serialem komediowym tego roku. Bardzo mi przykro ale nie dla mnie.

SŁABIZNA.

PS. A na “Przyjaciołach” po raz setny powtarzanych w TVN7 zawsze się śmieje ;)