Rodzina wybrała Agenta, więc Nianię nadrobiłam w serwisie Ipla (wtorek 21:30 jest dość ryzykownym pomysłem na emisję).

Po pierwszym odcinku użyję swojego ulubionego zwrotu: “mieszane uczucia”.

Miałam wrażenie, że w pilocie scenarzyści chcieli upchnąć pół życia bohaterki i jeszcze sprawę zagubionego dzieciaka.
Dana jednocześnie znalazła czerwoną bieliznę zdradzieckiego chłopaka, przespała się z dużo starszym facetem poznanym na koncercie, rzuciła pracę i znalazła nową.

Nie wymagam cudów od serialu obyczajowego. Chciałabym jednak wyrazistego bohatera, ciekawe wątki poboczne, odrobinę humoru i takie tam pierdołki ;)
Na tym tle Niania wypada słabiutko.

Od wielkiej śruby wklejonej w chleb (serio piekarz nie zauważył, że takie gabaryty znalazły się w pieczywie?) - po matkę zagubionego chłopczyka.
Ja rozumiem, że można przegapić jakiś mało istotny fakt z życia dziecka. Ale to, że rezolutny pięciolatek nie widzi kolorów?
Przecież on ma rodzeństwo i dwie nianie na co dzień. Nikt nie zauważył, że Leon jest daltonistą?

Było jeszcze kilka wpadek - ale to już musiałabym się czepiać ;)

Na dużą pochwałę zasługuje Maksymilian Balcerowski, który sprawdził się już w innych produkcjach (gra syna Lidki w Drugiej szansie). Naturalny chłopczyk pokazuje, że są w Polsce dobre dziecięce gwiazdy.
Poszukiwania mamy były bez wątpienia najsympatyczniejszym wątkiem w całym odcinku + “żebraczek” :)

Daje szansę i lekko podnoszę ocenę - z wiarą w kolejne odsłony.
Nie ukrywam, że jestem odrobinę rozczarowana - a więcej nowości w tym sezonie stacje nie przewidują.
2,99 bobra.