Nadal brakuje mi humoru i wyrazistych postaci.
Owszem jest to lekka obyczajówka, ale nie dam rady niczego wyróżnić, czy zdecydowanie pochwalić.

Mam nadzieję, że serial się jeszcze rozkręci, bowiem na chwilę obecną nie jest moim ulubieńcem ;)

Dana woziła przemęczonego syna ambitnej mamy.
Oczywiście ciężko było patrzeć na umordowanego Iwo, więc niania musiała wyrazić swoje krytyczne zdanie i pożegnała się z robotą.
Na horyzoncie jawią się problemy z zablokowanym sąsiadem.
Poznaliśmy trio, a raczej kwartet miłosny.
Nie mam nic do postaci psychologa, jednak ciężko mi uwierzyć, że po jednej nocy spędzonej z nieznajomą facet, aż tak się zakochał.
Widać różnicę wieku, ale nie mam zamiaru się o to czepiać - metryka w miłości nie przeszkadza, tym bardziej, że scenarzyści postawili na pary mieszane - w szefowej zadurzył się młodszy Kuba ;)

Monika oblepia Jacka jak bluszcz, a ten stara się raczkiem wycofać z relacji.
Dlatego też nie ugościł jej w domu, ale za to przyjął propozycję pracy.
Męska logika ;)

Co tam się jeszcze wydarzyło?
Główna bohaterka jest szpiegowana przez byłego (sprawa pochodzenia majtek nadal nie jest rozwiązana), wychodzi na drinka z koleżanką - dziennikarką i opowiada mamie banialuki.
Oczywiście, że się przyczepię ;)
Dana wchodzi do domu, siada na łóżku - widzi, że zdradziecki chłopczyna nie zabrał swoich rzeczy. Wściekła zabiera worki i wyrzuca je na śmietnik. Cała operacja, łącznie z wyjściem, zamknięciem drzwi itp. mogła trwać 5 minut - nie więcej.
Po powrocie zauważa, że Ex leży w pościeli. Jak on się zdążył tak szybko teleportować?

Odcinek taki sobie. Nie do końca przepadam za postacią graną przez Kamillę Baar.
Lamparska radzi sobie różnie - raz lepiej, raz gorzej.
Jak na razie to obyczajówka, bez szaleństw - na pewno nie czekam z wypiekami na kolejne odsłony, ale jeszcze trzymam kciuki.
2 bobry.