Po ostatniej scenie powiedziałam kilka wulgarnych wyrazów, których z pewnością tutaj nie napiszę ;) bo mnie automatycznie “zmoderuje”. A chodziło przede wszystkim o to, że w połowie sezonu nasi główni bohaterowie jeszcze nie mieli się okazji spotkać.
Ja już powoli nie rozumiem bogatych, dorosłych i wykształconych osób w Warszawie. Każdy serial opiera się na obrażaniu, byłych związkach i podglądaniu zza krzaczka.

Tym razem będzie krótko i na temat.

Produkt placement w tym serialu powiększa się z odcinka na odcinek. Nie chodzi już o masło i przypadkowe spotkania w sklepie ALMA, samochody itp. Dołożono jeszcze ser Feta w kostkach i popularny miesięcznik. Nie dam sobie głowy uciąć, że wymyślny wózek, którym Anka wiozła Gniewka nie był jakiejś znanej marki.

W końcu wyjaśniła się cała sprawa z Klemensem. I to wyraźnie definitywnie. Zakochał się w swojej muzie, którą jest słynna pianistka i pyta się Poli o swoje szanse u nowej kobiety.
To zdecydowanie największy szok tego odcinka i wytłumaczenie Waszych i moich komentarzy na temat dobrodusznego stolarza, który zamiast wytłumaczyć się przed wściekłą kobietą chowa się pokątnie.
Co za typ!

Żabcie nadal uwielbiam i cieszę się, że w końcu zakończyły swoje “ciche dni”.
W wątku “młodzieżowym” posucha.

Nową znajomą pediatry będzie Pola, trzymam kciuki tym bardziej, że oboje nie przepadają za dziećmi i zdecydowanie będzie im po drodze.

Olszówka nadal rewelacyjna, chociaż ma konkurencję w postaci Popławskiej, która gra zołzę i byłą żonę Jerzego. Kolejna niesamowita postać kobieca w serialu, która wymaga braw na stojąco. Wymuszone uściski z Jerzym, dialogi, które prowadzi - rewelacja.

Miało być krótko więc będzie.
Odcinek zdecydowanie o niczym. Jedynym zaskoczeniem była deklaracja Klemensa. Jerzy schowany pod Imbirem, który obserwował rozmowę Anki beznadziejne posunięcie. Szkoda, że Anka nie pocałowała swojego nowego adoratora (cynizm).

Bawiłam się jednak przednie i za to 2,5 bobra. Dlaczego tak mało?
Bo za mało cukru w cukrze!