Recenzja będzie krótka, bo szczerze mówiąc po raz kolejny się wynudziłam.
Dwa przypadki medyczne aczkolwiek żaden z nich nie był na tyle ciekawy aby poświęcić mu czas i energię.
Maks w Somalii, Alicja dalej w Toruniu.

Nic ciekawego.

Mamusia Eli knuje intrygę aby ją zeswatać z Łąckim. Ten wątek był bezbarwny i w zasadzie mam w nosie co wyniknie z tej znajomości.

Nowy lekarz z Houston wprowadził odrobinę kolorytu. Zabranie Alicji do klubu byłoby i może dobrym pomysłem, gdyby nie trwało tak krótko.
“Jaka jest temperatura w Somalii”, “Tam ludzie umierają z pragnienia, a ja będę wodę pić?” - pytała pijana Ala, która nadal myśli o swoim byłym narzeczonym.

Pojawiła się żona Piotra, która wyszła z odwyku. Wiemy już dlaczego mężczyzna tak nerwowo reaguje na narkomanów.

W zasadzie wszystko co wydarzyło się w odcinku przeczytałam wcześniej w streszczeniu. Nic odkrywczego, nuda, nuda i jeszcze raz nuda.

Gdyby chociaż przypadki medyczne były interesujące to jakoś dałoby się przetrawić ten epizod. Otyły pacjent postanowił schudnąć, a skłócona rodzina zakochanych zrozumiała, że stając na przeszkodzie miłości robi krzywdę… i bardzo szybko urwano wątek.

Nie wiem czy to tylko ja mam takie odczucie, czy rzeczywiście w tym tygodniu seriale TVN-u męczą i nużą?

*przeprzu - pisownia oryginalna :) Tak uroczo nazwał Michael tradycyjną przyprawę.

1,5 bobra