Dzisiaj Okońska, czyli Pani Kożuchowska urodziła synka. Gratulujemy i przechodzimy do recenzji odcinka.
A działo się sporo.
Tych, którzy czekają na telewizyjną premierę i mają jeszcze złudzenia (np. nie czytali streszczeń) uprasza się o nie zaglądanie poniżej.

Agata poroniła.
W najtrudniejszym okresie pomagał jej ojciec, który również zawiadomił Marka o stanie jego byłej “kochanki”.
Mogę tylko podejrzewać jak trudne do zagrania sceny miała Agnieszka Dygant. Jej płacz nad utratą ciąży wzruszył mnie i rozbroił.
Silna pani mecenas i ptaszki, które kupiła do powieszenia nad łóżeczkiem dziecka. Naprawdę gula w gardle…

Ale mimo wszystko szybko się pozbierała i ruszyła pomóc Dorocie. Dziwię się, że dzień po poronieniu już była gotowa na podróż do Gdańska i występy na sali sądowej.
Oj, nie dba ta Agata o siebie i milczy. Nie tylko nie powiedziała Dorocie o tym, że znalazła się w szpitalu, ale również zatrzasnęła się mocno przed rozmową z Dębskim.
Po raz kolejny mieli mnóstwo okazji aby zamienić ze sobą chociaż kilka zdań i tradycyjnie nic z tego nie wynikło.
Tym razem zamiast patrzenia w okno - Marek spoglądał z nadzieją na hotelowe drzwi, a nasza ulubiona mecenas na łóżko.

Przydałoby się nimi w jakiś sposób potrząsnąć. Widują się w różnorakich okolicznościach i nie potrafią wypowiedzieć nawet jednego zdania o przeszłości, ciąży, wzajemnych relacjach.
Czekałam cały odcinek na dosłownie dwa, trzy zdania, a para miała okazję ku temu, aby porozmawiać bez świadków i wyjaśnić sobie kilka rzeczy.

Nic z tego.
“Milczenie jest złotem” - to dewiza głównych bohaterów Prawa Agaty (a widzów aż skręca).

Brawa na stojąco dla Wojtka, który jako pierwszy wygarnął Agacie i Markowi ich problemy z porozumieniem. “Nie potraficie się dogadać”, “To wasza wina”!
Miał rację. Gdyby Przybysz i Dębski rozmawiali ze sobą to nadal moglibyśmy oglądać wszystkich razem w Kancelarii.
Może nie byłoby Ewy i problemów Doroty?

Główną sprawą odcinka był oczywiście proces Sędzi Gawron, a w Warszawie Bartek czuwał nad resztą.
Pamiętacie psa Żabę, który zeżarł drogi pierścionek? W dzisiejszym odcinku jego Pan ponownie pojawił się w Kancelarii.
Sprawa o wypożyczenia samochodu i logiczny finał - zazdrość.
Ale jakże miło było zobaczyć Magdalenę Zawadzką i Witolda Dębickiego :)

Aniela pomogła Bartkowi wygrać sprawę, wyciągnęła go na wódkę i W KOŃCU wyznała co czuje!
Było sielsko, pięknie i namiętnie.
Niestety po nocy z recepcjonistką prawnik uznał, że to był błąd i najlepiej gdyby wszyscy o tym zapomnieli… Przysięgam. Szlag mnie trafił.
Nie wiem dlaczego scenarzyści tak męczą widzów metodą “kija i marchewki”. Nie wspominając już o głównej parze, nawet na kilka odcinków nie pozwolą się nacieszyć widowni miłosnymi wątkami drugoplanowymi.

Dorota przegrała proces i dostała wyrok za przyjęcie łapówki.
Nadal uważam, że to jakaś kpina. Nie znaleziono śladów jej linii papilarnych na gotówce, każdy miał dostęp do biura (woźnemu zaginęły klucze), koperta z pieniądzmi nie znalazła się w torebce Sędzi, tylko tkwiła w aktach podczas przeszukania policji. I po raz kolejny powtarzam - może gdyby chodziło o miliony, a nie 10 tysięcy złotych, to byłoby bardziej prawdopodobne. Przecież Dorota zarabia miesięcznie niewiele mniej od łapówki, którą rzekomo przyjęła i ma męża z dobrym dochodem.

Za cały odcinek - Rozpacz Agaty i Marka, który się dowiedział, ale nic z tym nie zrobił, za Bartka, który koncertowo “olał” Anielę” + występy gościnne (bardzo udane) i wydumany wyrok  -

3,5 bobra.