Prapremiera Lekarzy. Kilka słów poniżej.

Dużo wątków, zmian, a ja szczerze mówiąc wynudziłam się na odcinku.

Po pierwsze zupełnie nie kupuję romansu na linii Basia i Karkoszka. Mężczyzna bardziej pasował mi do Alicji, a okazuje się, że zadurzył się w narzeczonej Leona.
Michał po raz kolejny pokazuje swoje prawdziwe oblicze - to gość o miękkim sercu, który puszcza muzykę psu i potrafi rozmawiać z dziećmi.
Scenarzyści od kilku tygodni ocieplają wizerunek nowego ordynatora, nie zdziwię się kiedy w końcu cały toruński szpital go pokocha ;)

Alicja nadal walczy o Kubę, którego dziadek nie ukrywa już swoich paskudnych metod. W głównym wątku panuje okrutna monotonia. Oczywiście rozumiem, że kobieta cierpi po utracie Maksa ale czy przez cały sezon widzowie będą oglądali tylko udręczoną Alicję i jej przepychanki z teściami?

Dwie operacje, obie niespecjalnie wzruszające, czy ciekawe. Pojawia się natomiast wątek zepsutego laparoskopu, czyli bubla, który sprzedał Orda.

Na plus relacja Elżbiety i Krzysztofa i reakcja na ich związek mamy i syna. Pani Stenka nadal wygląda zjawiskowo i cieszę się, że w dzisiejszym odcinku pokazała m.in. rewelacyjne nogi ;)
Krzysztof, który dla ukochanej piecze nad ranem świeże rogaliki… Ideał.
O wypadku Janka wiedzieliśmy już dużo wcześniej - chociażby poprzez wizytę DDTVN na planie serialu, więc nie był dla mnie żadnym zaskoczeniem.

Piotr w końcu dowiedział się, że narkotyki kupiła była kochanka. Oczywiście widząc badania żony, które udowodniły, że nie spożywała żadnych toksycznych substancji w sekundę jej wybaczył i po raz kolejny stali się kochającą parą… Ale tego wątku od dawna nie rozumiem i nie zamierzam się rozpisywać jakie to durne.

Nuda. Odrobina Stenki niczego mi nie wynagrodziła.

1,5 bobra.