TVN wyemitował pierwszy odcinek Lekarzy w prapremierze. Nie mam pojęcia jak ta produkcja chce konkurować w niedzielne wieczory np. z “Ranczo”, kiedy fani mogą już dzisiaj zobaczyć epizod online.
Ale to nie moja stacja i nie moje decyzje. Wahałam się i chciałam poczekać do przyszłego tygodnia, jednak zwyciężyła ciekawość ;)
Dla wszystkich, którzy już widzieli kilka słów poniżej.
Recenzja zawiera spoilery.

Małaszyński odszedł z “Lekarzy”. Wiedzieliśmy o tym już od dawna, jednak pierwszy odcinek nie pozostawia złudzeń. Produkcja pozbyła się głównego bohatera szybko i bezboleśnie.
Mam nawet wrażenie, że scenarzyści niezbyt lubili Maksa Kellera. W zasadzie to więcej łez wylano przy okazji śmierci pacjentów w poprzednich sezonach, niż w premierze czwartej serii, kiedy widownia żegnała się z jednym, z ulubionych bohaterów.

Widzimy jakieś szczątkowe resztki żałoby Alicji, która pochłonięta opieką nad dzieckiem odwiedza grób i przyjmuje kondolencje od kolegów z pracy.
Jaka to musiała być wielka miłość aby w momencie śmierci Max zamiast “Zawsze Cię kochałem”, “Zawsze będę przy tobie” z trudem wyrzęził: “Zaopiekuj się Kubą”.
Teraz wybitna Pani chirurg jest na urlopie i opiekuje się troskliwie synem swojego prawie byłego męża, z inną kobietą.

Szkoda, że nie było scen chociażby pogrzebu.
Pożegnaliśmy głównego bohatera bez łez i smutku. Owszem w szpitalu wszyscy deklarują, że brakuje im Maksa, jednak są bardziej zajęci prawem jazdy, jedzeniem ekologicznych jabłek, a przede wszystkim operacją domino.

Operacja zapowiada się ciekawie. Wiemy jednak, że niebawem sytuacja się skomplikuje, kiedy jeden z dawców odmówi oddania nerki Romom. Ale to za tydzień.
Dzisiaj poznaliśmy syna Karkoszki i zarazem nowego ordynatora, którego nikt nie lubi.

Uwielbiam Mecwaldowskiego, dlatego błagam o zmianę fryzury ;) Aktor wygląda okropnie, a pamiętając chociażby “Usta usta” wiem, że Pan Wojciech JEST przystojnym mężczyzną.

Szczerze mówiąc wynudziłam się.
Oglądając zaczęłam porządkować biurko, co nie jest dobrą rekomendacją ;)
Trochę romansu Leona, kilka minut z Wanatem od którego odchodzą pacjentki i sekundy z miłosną relacją Filip-Beata.

Jestem zła. Kiedy w serialach zagranicznych umiera główny bohater widzowie płaczą wraz z jego najbliższymi lub są zszokowani decyzją scenarzystów.
Maks Keller nie żyje i w zasadzie nikogo to nie obchodzi.
Pojawienie się Marka Siudyma jest plusem, chociaż za kilka sekund na ekranie nie dam bobra.

1,5 bobra.
Zmarnowany potencjał. Podoba mi się jednak pomysł na operację (podobna była w Chirurgach).