Drugi epizod był lepszy od pierwszego.
To co mi przeszkadzało w pilocie - czyli za mało bieszczadzkiej “widokówki” zostało nadrobione.

A sceny z niedźwiedziem! Jak dla mnie rewelacja. Chyba jeszcze nigdy w polskim serialu nie widziałam tak dobrze zrealizowanych ujęć z niebezpiecznym zwierzęciem.
Muszę doczytać jak ekipie udało się to nakręcić.

Porównałam sobie to szybko do sceny w jednym, z ostatnich odcinków “Ranczo” i sławetnymi bykami.
Tym razem “misio” nie był animowany ;)

Chociaż to sytuacja dość hipotetyczna - nie mam pojęcia jak w górach bronić się przed takim zagrożeniem. Każde ujęcie mi pasowało - łącznie z chwilami po całej “akcji”.
Wejście niedźwiedzia do rzeki. Zdjęcia, ujęcia i strach w ludzkich oczach - świetne.

Reszta na szybko, bo pisząc elaboraty nie nadążę z innymi serialami (które trzeba w końcu oglądnąć).

Prokurator jest irytująca, zimna i bezczelna - ale jest profesjonalistką.
Jak myślicie skąd wzięły się paczki z pieniędzmi w komputerze Wiktora? Suma zdecydowanie imponująca.
Ale ja wierzę Rebrowowi.
Okazuje się, że Adam - świeży ojciec - zdecydował się wychowywać syna innego mężczyzny. Szkoda, że tak mało Pana Topy. Dziwne smsy, niewiadomego pochodzenia? Interesująco.

Krótka rozmowa przemytników nie pozostawia złudzeń. Za bombą stoi ktoś zupełnie nowy, o którym jeszcze nie mamy pojęcia. Albo już go znamy, ale jeszcze nie wiemy, że byłby zdolny do takiego okrucieństwa.

Na duży plus wszystkie sceny z Łuczakiem. Jacek Lenartowicz zakasował konkurencję. Od momentu polowania, przez łeb jelenia moczący się w wannie, po picie bimbru, przeklinanie i wyjazd na zupełne odludzie. Nawet opowieści o spalonych spodniach kolegi dały radę.
Rubasznie i swojsko.
Pomyślałam sobie nawet, że chciałabym właśnie z taką osobą pojechać w Bieszczady. Posłuchać ciszy, posiedzieć przy piecu, w grubym, gryzącym swetrze i napić się czegoś z metalowego kubka. Może niekoniecznie chodzi mi o wysokoprocentowy, swojski trunek. Ale jak mus to mus. Taki przyjaciel i takie okoliczności mogłyby mnie zmusić nawet do skosztowania bimbru ;)

Wataha mi się podoba.
A, żeby nie było tak miło to mam naprawdę spore zastrzeżenia do dźwiękowców. Dialogi - chociażby z Lenartowiczem przewijałam bo naprawdę nie mogłam w kilku momentach dosłyszeć co on mówi.

Za drugi odcinek 4,5 bobra.


Ciekawa jestem co będzie dalej, bo w tle mignął jeden, z najlepszych polskich aktorów. Marian Dziędziel.