Dlaczego nie tytułować kolejnych odcinków piosenkami, które mi się podobają? Akurat Nosowską uwielbiam, a kiedy słyszę “Myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć” zazwyczaj mimowolnie się uśmiecham. W ostatnim odcinku serialu Agata po raz pierwszy miała sprawę karną. Zdecydowanie sytuacja podbramkowa, bez świadków, bez zeznań oskarżonej…
I po raz pierwszy w serialu pojawiła się Małgorzata Kożuchowska!

I mimo wszystkich komentarzy, którzy nie wierzyli, że dobra i miła Hania Mostowiak może pokazać się w innym wcieleniu Pani Małgosia po raz kolejny udowodniła, że odejście z M jak miłość było dobrą decyzją. (Nie wiem dlaczego nikt nie pamięta, że Kożuchowska zimną i oschłą kobietę z władzą zagrała już w “Nowej”).

Świetna Dorota Pomykała, która dosłownie wypowiedziała dwa zdania. Postarzona przez charakteryzację zupełnie nie przypominała Lucynki ze Szpilek na Giewoncie. Agata Kulesza jak zwykle w formie, chociaż jej rola była epizodyczna. I bardzo dobrze, że nie grała Magdą Gessler, chociaż jej postać - kilka restauracji i własny program kulinarny w TV zdecydowanie przypominało czołową “kuchmistrzynię” TVN.

Karolak i Widawska jako małżeństwo na razie słabo. Pracujący od świtu do późnych godzin wieczornych rodzice dziwią się, że mają rozpuszczone do granic możliwości dziecko.

Leszek Lichota jako Marek Dębski staje się moją ulubioną postacią. Uroczy ;) I widać, że boi się swojej ukochanej.

Jak zwykle wątek “science fiction” czyli na kolejną rozprawę czeka się jeden dzień. Agata na razie wygrywa wszystko co dostanie (już nie mogę się doczekać pierwszej przegranej sprawy). Na razie szykuje się ostry konflikt z panią prokurator.

Miło, sympatycznie, kolorowo z dobrze dobraną muzyką. Szkoda, że w 40 minutach nie da się upchnąć więcej akcji i trochę na tym cierpią bohaterowie drugoplanowi.

3,5 bobra