Tym razem na początku wypada docenić muzykę. Dobrze dobrana, świetnie buduje nastrój. Odcinek jak zwykle niezły, trochę zdenerwowały mnie te “plakaty” w mieszkaniu skinheada - “White power” na bristolu i inne hasełka wypisane niedbale i przyczepione do meblościanki rodem z PRLu, tylko po to aby widz mógł upewnić się, że z pewnością mamy do czynienia z tą subkulturą. Ubawiło mnie to.
Świetny Jędrula (Tomasz Dedek jeszcze długo będzie mi się kojarzył z rodzinką) typowy cwaniaczek. Dobra charakteryzacja - tym razem nie zapomniano o tym, że jeśli ktoś dostał mocno w nos to powinien mieć sińce również pod oczami.

Dużo akcji - chociaż wiadomo, że policjanci jak zwykle zdążą w ostatnim momencie i uratują psy/duszonego poduszką/podpalanego. Brakuje mi relacji Nowa-Wolski. Czegoś więcej niż tylko dogryzanie vs cięte riposty. Denerwuje ciapowaty Eryk z laboratorium.
Na plus zaskakuje mnie Kożuchowska. Po miesiącach oglądania jej skwaszonej miny i tysiącach łez wreszcie pokazuje, że może zagrać taką właśnie silną babę (powinna jednak kilka razy siarczyście zakląć bo na razie w większości biega i straszy gnatem :)
Czekam na odcinek nr 6. Ale nie na Edytę Herbuś. Na Szymona Bobrowskiego.

fot.tvp.pl