W jesiennej ramówce stacji pojawiło się kilka propozycji komediowych: Rasing Hope, Outsorced, Mike & Molly, Better with you i $#*! MY DAD SAYS.
Który otrzymał pierwsze miejsce? Przy oglądaniu którego bolą zęby?
Zobaczcie mój subiektywny ranking nowości komediowych made in USA.

Miejsce 5 - $#*! MY DAD SAYS

Najbardziej przereklamowany wśród pozostałych przede wszystkim za sprawą tytułu ze słowem “gówno”, później wykropkowanym i w efekcie wygląda następująco: $#*! MY DAD SAYS.
Spodziewałam się moralizatorskich odpowiedzi, wszystkowiedzącego ojca, zgryźliwego tetryka. I tak też jest. Ojciec wie wszystko najlepiej, wymądrza się i rzuca setki złotych rad. Pewnie każdy z Was ma takiego człowieka w rodzinie. Dwa pierwsze odcinki da się przełknąć. Kolejne niestety bolą.
Serio, mimo wymuszonego śmiechu nie zdecydujecie się ani razu podnieść ust w górę. Bohaterowie porażają grą aktorską w negatywnym sensie. Jedynie ojciec - trzyma poziom. Aż dziwne, że po przeczytaniu scenariusza miał ochotę wziąć udział takim… gównie.

Miejsce 4 - Better with You


Po prostu kocham aktorkę, która gra mamę dwóch sióstr - Debra Jo Rupp pokazuje nam idealnie jak wygląda małżeństwo po trzydziestu latach. Aktorkę znacie z serialu Różowe lata 70′te, gdzie była rewelacyjna również w roli… mamy. Ale serial jest słabiutki. Po raz kolejny wybuchają salwy podkładanego śmiechu, w momentach kiedy nawet nie mamy pojęcia co się dzieje. Słaby scenariusz, wszystko maksymalnie przewidywalne i główny wątek odcinka da się rozpracować w kilka sekund - rozwój i zakończenie. Niezła czołówka i porównywanie związków po kilku miesiącach i latach stażu znajomości.

Miejsce 3 - Mike & Molly


Afera również była przy tym tytule. Redaktorka jakiegoś pisma stwierdziła, że odrzuca ją na sam widok ludzi grubych, a już całowanie się i sceny łóżkowe są odpychające. Nie wiem jak to się skończyło i szczerze to olewam. A redaktorka powinna przytyć kilkanaście kilo i zobaczyć jak “fajne” jest odchudzanie. Jak ciężko być grubasem wiedzą nie tylko bohaterowie serialu. Większość społeczeństwa made in USA ma dodatkowo kilkadziesiąt kilo nadwagi. Więc to serial o nich i dla nich. I zbiera rekordowe wyniki oglądalności. A w tle suchy śmiech. Mike & Moly to opowieść o parze, która poznała się w klubie dla anonimowych grubasów. I pomysł jest niezły, odcinki ogląda się w miarę miło, jednak niektóre wątki są nie do przyjęcia lub wleką się ponad miarę. Tak jest w przypadku babci kolegi Mike, rozmów o być albo nie być z rodziną Molly i podobnych pierdołach.
Odcinek zaczyna się kłótnią/problemem, następuje kilka rozmów, które pogarszają sytuację, po czym para wraca do siebie - co było do przewidzenia.

Miejsce 2 - Rasing Hope


Na ten serial polskie portale jak popcorner też wylały wiadra pomyj nazywając go “Najgorszym debiutem”. Ale po pierwszych dwóch odcinkach uczciwie -  miałam podobne zdanie. Losy Jimmego, który musi zaopiekować się córeczką Hope nie należały do łatwych. Ale nie ma już sztucznego śmiechu! Aktorzy są fenomenalni! I to za sprawą Virgini (Martha Plimpton) -  babci tytułowej Hope.
Uwielbiam również babulkę, która cierpi na silną demencję starczą i zapomina nie tylko o tym który dzisiaj dzień ale również o tak ważnych sprawach jak “dlaczego nie robi się ciasteczek ze szkła i brudu”.
Serial na początku jest odrażający, więc minie długa droga, aż przyzwyczaimy się do poszczególnych postaci i ich planu na życie. Łatwo nie mają. Dziecko pojawia się w ich życiu w wyjątkowych okolicznościach (jej mama za morderstwa została stracona na krześle elektrycznym) ale jest słodkie, cudowne i cała rodzina zmienia dzięki niej nastawienie do świata, ludzi i swojej pracy. Przy okazji poznajemy nowych bohaterów i historię rodziny. Nie jest lekko być biednym całe swoje życie. Ale jak ta rodzina się kocha!


Miejsce 1 - Outsorced

Są Indie, kraj który większość z nas chciałaby zobaczyć przynajmniej raz w życiu. Ale tym razem nie chodzi o widoki znad Gangesu i Taj Mahal tylko o ludzi. Scenografia została wybudowana w USA i kolorowy tłum na ulicach tylko udaje hindusów. Jest Todd, który przyjeżdża z USA aby w Indiach sprzedawać “śmieszne rzeczy” takie jak sztuczne wymiociny, kubki i piersi, które ruszają się w takt kolęd. Ma swoich pracowników, którzy dobrze znają angielski i pracują na infolinii. Przyjmują zamówienia coraz bardziej pokręconych rzeczy, a sami wikłają się w aranżowane małżeństwa,  rytuały, święta i rodzinne zobowiązania. Po pierwsze nie ma tu również podkładanego śmiechu, a aktorzy drugoplanowi to prawdziwy majstersztyk.
Wszyscy rozpływają się w zachwytach nad Madhuri, którą gra Anisha Nagarajan. Postać, która gra pracownicę telezakupów mówi bardzo cichutko (prawie niedosłyszalnie) i pozywa Todda za to, że poklepał jej ramię. To już jakby nie było jest molestowanie seksualne :)

A ja kocham Guptę (Parvesh Cheena), który nie jest zbytnio inteligentny ale jest uroczy i non stop wymyśla sobie problemy i Manmeet’a (Sacha Dhawan) uwielbiającego kobiety, który marzy i cheerleaderkach z USA!
Wiele osób zasługuje na pochwałę, ale każdy kto oglądnie kilka odcinków najbardziej zapamięta i tak Guptę :D
Uwielbiam ten serial. I tak naprawdę to o niego najbardziej się martwię, chociaż historię którą zawiera była już pokazana w filmie pod tym samym tytułem. Ale tym razem nie chodzi o akcję, tylko o bohaterów, którzy są lepsi z odcinka na odcinek.

3,5 bobra - momentami 4 :D

A Wy jakie macie zdanie o nowych serialach komediowych made in USA?
:)