Oczywiście chodzi o odejście aktora z serialu, z własnej, nieprzymuszonej woli. Idealnie jeśli odszedł w momencie  dużej popularności jego postaci, cudownie gdy postawił wszystko na jedną szalę, pokazał “środkowy palec”* produkcji i zostawił scenarzystów z “rozbabranymi” wątkami.
Nie okłamujmy się: praca na planie telenoweli to stałe źródło dobrych pieniędzy. Kto był na tyle odważny, żeby z nich z dnia na dzień zrezygnować?

Moim celem jest krótka analiza - Czy było warto? Czy się opłacało? Czy odejście z serialu po latach przyniosło aktorowi sławę, pieniądze i uznanie środowiska, czy wręcz przeciwnie - obecnie ciągnie ogony w filmach lub wrócił do świata telewizji jako trzecioplanowa postać (bo wiadomo kredyty są, a jeść też coś trzeba).
Na początek Marcin Bosak.


Miejsce odejścia: M jak miłość

Zacznijmy od początku. W 2003 ukończył Akademię Teatralną w Warszawie i w tym samym roku dołączył do ekipy serialu (który jest hitem po dzień dzisiejszy) M jak miłość. W produkcji wcielił się w rolę kontrowersyjnego Kamila Gryca współlokatora Zduńskich i Madzi - która nawet zaszła z nim w ciążę (niestety poroniła). Były łzy, rozmowy, przemyślenia, namawianie do aborcji - czyli to co widzowie lubią najbardziej.
I młody aktor mógł sobie luksusowo pracować do emerytury
- bo jego postać była bardzo lubiana - po trzech latach stwierdził jednak, że to koniec. I definitywnie opuszcza serial. I jak powiedział tak zrobił.

Do dzisiaj pamiętam, że w ciągu jednego odcinka (a właściwie 30 sekund) spakował swoje “manele” z mieszkania Zduńskich i wyjechał… Scenarzyści wymyślili na jego miejsce Kubę - czyli Przemysława Cypryańskiego, który został ich nowym lokatorem i przyjacielem. (I Pan Kuba/Przemek ma stałe miejsce w obsadzie i godziwe pieniądze do emerytury).

Bardzo lubię Marcina Bosaka i uważam, że jego odejście z M jak miłość to sukces na całej linii. Sam aktor przyznał, że gdy odszedł, poczuł ogromną ulgę. Pracował z Agnieszką Holland na planie serialu “Ekipa”. Występował w teatrze i filmie (m.in. “Tylko mnie kochaj”, “Ciacho”). Ja lubię szczególnie jego postać Marcela z filmu “Mała wielka miłość”

Jego dobra passa serialowa zaczęła się od Wojtka w “Londyńczykach”. Od tej pory mówi się, że aktor “ma nosa” do wybieranych ról. Potwierdza to “Nowa” w której Marcin wciela się w komisarza Wolskiego. Jak widzę po opiniach ta rola nie tylko mnie wprawia w zachwyt :)

Czas odejścia: 30 sekund
Rodzaj odejścia: tajemniczy wyjazd
Zastępstwo: brak. Jednak Przemysław Cypryański wypełnił “lukę” w ilości współlokatorów.
Wspomnienia postaci w serialu: Na początku i owszem, kilka razy Zduńscy wspominali Kamila. Raz o ile dobrze pamiętam pokazywali sobie nawet kartkę od niego. Po kilku miesiącach za sprawą nowego lokatora sprawa odejścia ucichła.
Stracił serial czy aktor?
Serial
“Czy warto było…?”
Zdecydowanie TAK.

*(Oczywiście rozumiecie o co chodzi ze środkowym palcem w cudzysłowie. Zniknięcie z produkcji w zaledwie kilka odcinków, kilka minut, kilkanaście sekund)

fot. (mtl bartlomiej zaranek) wp.pl