Przed wielkim finałem czas na krótkie podsumowanie dwunastej odsłony Bodo.
Zapraszam na 5 punktów :)

Adolf Dymsza.
Jaki to był sympatyczny człowiek :)
Układny mąż, ojciec czwórki dzieci, który dawał złote rady Eugeniuszowi. I te rozmowy o piłce nożnej…
No cóż. Czytając fragmenty biografii wiemy, że w jego małżeństwie nie było zbyt kolorowo.
Zofia informowana o kolejnych romansach Adolfa regularnie w garderobie spuszczała mężowi lanie za pomocą parasola.
Nie mówiąc już o działaniach aktora w czasie wojny…
A może nowy serial z Dodkiem w roli głównej? ;)

Filip Bobek jako Żabczyński.
Serio? Występ jednego z najbardziej lubianych polskich amantów trwał… minutę?
Owszem aktorzy relaksujący się w barze rozmawiali o przystojniaku, ale Pan Filip (którego nazwisko pojawiało się przy promocji “Bodo”) wypowiedział dwa zdania i wyszedł.
Szkoda.

Moryc.
Krawiec przeprowadził wyprowadzkę do USA w idealnym momencie.
Nie mamy wątpliwości, że uciekając z Polski uratował życie swojej rodziny.
Ciekawe, czy w finale zobaczymy jak dalej potoczyły się jego losy.
Pożegnanie z przyjacielem - wzruszające. Tym bardziej, że wiemy, iż panowie już nigdy więcej się nie spotkają.

Ada.
Postać jak najbardziej fikcyjna, jednak wykreowana na wielką namiętność Bodo.
Kobieta do której Eugeniusz wzdychał od lat młodości w końcu spojrzała przychylnym okiem na komedianta. Ba! Chciała odejść od zasadniczego Hansa (oczywiście widownia musiała jej współczuć - Mąż-lekarz przeistoczył się w niemieckiego fanatyka).
A ja tego zupełnie nie kupuję.
Przypomnijmy sobie wcześniejsze rozmowy “zakochanych”, a przede wszystkim przeszłość Bodo i ironiczne wypowiedzi Ady o jego karierze.
Miłość wybuchła w momencie, kiedy Eugeniusz miał pieniądze i uznanie polskiej publiczności.

Występy.

Po raz kolejny trzeba docenić warstwę “estetyczną” serialu.
Piosenki, prace na planach filmowych, a przede wszystkim układy choreograficzne i sztab tancerzy.
Cieszę się, że znowu mogliśmy oglądać fragmenty prawdziwych filmów.

Żałuję odrobinę, że w przedostatnim odcinku scenarzyści postawili na “wielką fikcję” - czyli wzruszające wyznania Eugeniusza, który tak bardzo chciał zostać mężem i ojcem i zabrakło miejsca na wiele innych postaci - chociażby wspomnianego wyżej Żabczyńskiego.
Doceniam jednak efekty wizualne.
3,99 bobra, a nawet 4 :)