Wiem, że to niemożliwe, bo serial “O mnie się nie martw” jest nakręcony z dużym wyprzedzeniem.
Ale miałam wrażenie, że scenarzyści przeczytali moje “gorzkie żale” i w końcu otrzymałam odcinek, w którym Iga nie biega bez sensu, nie krzyczy na każdego, a całość składa się w całkiem zgrabną pozycję komediową.

Po primo, bo bez tego “O mnie się nie martw” nie istnieje. Paweł Domagała, czyli były mąż Ingi, żyjący za kotarką.
Wszystkie jego sceny są bezbłędne. Zauważyłam nawet (a może się mylę), że aktor potrafi improwizować. Bo skąd wzięłyby się jego teksty o różowej koszuli kolegi, czy kilka zdań o mumiach?
Domagała wyrasta nam na komediowy samorodek. Jeśli dzisiaj miałabym podjąć decyzję o tym, kto w jesiennej ramówce zasługuje na zaszczytny tytuł “scene-steeler’a” to Krzysiek byłby idealnym wyborem.
O sięganiu do kieszonki, o kupnie kwiatów, o zaręczynach,  o tym jak nie pracować, a otrzymywać pieniądze - wszystkie złote myśli z pewnością trafią do potocznego języka leserów ;)
Jeśli powstanie drugi sezon, to mam nadzieję, że Paweł Domagała znajdzie w nim stałe zatrudnienie.

Iga nagle złagodniała i zamiast krzyczeć i okładać kwiatkami potencjalnych absztyfikantów kończy swój dzień na rozmowie i przyjmuje bukiety bez słowa krytyki. Podobnie jak i pochwały z ust bogatego biznesmena.

Żałuję okrutnie, że w streszczeniach poznaliśmy prawdę i już niebawem dowiemy się, że Biczyński jest psychopatą.
Mimo wszystko miałam nadzieję, że kobieta znajdzie etat w przemyśle weselnym.
Ma dobrą intuicję, chce pomagać ludziom - ta praca byłaby w sam raz.

Na plus sceny Asi z ojcem.
Bardzo podobała mi się krótka, acz treściwa rozmowa, w której na jaw wyszło, że “staruszek” jest w związku z licealną koleżanką, z którą spodziewa się dziecka.

Tomek sypia z Curyło? W zasadzie nie mam zastrzeżeń, chociaż myślałam, że mecenas zwiąże się z “uroczą” asystentką - żmijką ;)
Nota bene pozytywnie odebrałam rozmowę sekretarki ze sprzątaczką. W końcu Marta postanowiła przeprosić i wyciągnąć rękę na zgodę.
Wiem, że do prawdziwego pojednania jeszcze długa droga, ale naprawdę mam nadzieję, że w Kancelarii zakończą się kłótnie o błahostki i pierdoły. Bo to tylko zabiera czas odcinka.

Na minus - jak w telenoweli - kupno łańcuszka dla Asi, który okazał się pierścionkiem zaręczynowym.
Ja rozumiem, że u jubilera było “zamieszanie”. Ale nie przesadzajmy. W sklepie podczas podmianki poza sprzedawczynią znajdowały się tylko trzy osoby.
Pudełeczka, owszem były identyczne, ale cała sytuacja była naciągana do granic przyzwoitości.
Podobnie jak nietypowe zaręczyny w kancelarii.
Asia jest bardzo inteligentną osobą i dziwiłam się do ostatnich momentów, że była w stanie uwierzyć, iż chłopak, z którym zerwała kilka dni wcześniej chce ją brać za żonę. Bez kwiatów, bez klękania na kolana, z głupią miną, która ukazywała spore zaskoczenie…

Były też drugie zaręczyny w odcinku. Ale na to spuszczam litościwie kurtynę milczenia ;) Cudny Krzysztof - po raz kolejny.

Mam jeszcze odrobinę zastrzeżeń co do godzin pracy sprzątaczki. W momencie, w którym prawnicy jeszcze nie skończyli swoich obowiązków Iga wkracza do akcji z płynem do mycia szyb lub z buczącym odkurzaczem.
Ale to już się czepiam ;)

Odcinek jedenasty (poza pierwszym) należy do moich ulubionych.

Oczywiście nie obyło się bez scen, które nazywam przerysowanymi - ale już nie było zbędnej bieganiny, krzyku i pretensji.
I cukru trza nakupić bo będzie wojna ;)

3,5 bobra.