Jeśli martwiliście się o Krzysztofa, który zaczął mocno szarżować w poprzednich odcinkach - nie ma powodu. Pojawiła się sąsiadka i nauczycielka dobrego wychowania. W roli Pani Irenki genialna Hanna Śleszyńska.
Nie tylko uczy Krzysztofa kindersztuby, to jeszcze dba o porządek w domu, wizerunek lokatora, a nawet o kulturę jego przyjaciół.

Naprawdę uśmiałam się, kiedy kazała magazynierom stanąć na suknach do czyszczenia podłogi - wszak szkoda pięknie wypolerowanych parkietów.
Podejrzewam, że w kolejnych epizodach będzie jeszcze weselej. Połączenie perfekcyjnej pani domu i kulturalnej damy zapewni nam sporo atrakcji.

Chwaliłam pojawienie się francuskiego ojca - za urok i akcent.
Okazuje się, że Filip jest idiotą. Nie dość, że nie płacił alimentów przez siedem lat, to jeszcze chce ot tak zabrać Helenkę do francuskiej szkoły i ma nadzieję, że Inga da mu drugą szansę (rozmowa w hotelowym pokoju była co najmniej niedorzeczna).
Cieszę się, że wynajęta adwokat odrobinę utemperowała jego dziwne plany.
Aczkolwiek nie przepadam za szkolną koleżanką Marcina z dużą utratą wagi. Kobieta postawiła sobie za cel uwiedzenie Kaszuby. Oczami wyobraźni widzę wątki z zazdrosną Igą, która po raz kolejny zda sobie sprawę, że prawnik jest kłamcą i wpadnie w ramiona nowego mężczyzny.

Jak widzieliśmy połamany adwokat na dobre zakończył znajomość z Laurą.
Niespecjalnie rozumiem rozmowę Marcina z Tomkiem. O co chodziło ze stwierdzeniem, że “Kto ci powiedział, że już nie jesteśmy parą z Joanną?”. Przecież Kaszuba od dawna nie jest zainteresowany byłą narzeczoną - po co więc wmawia innym coś innego?

Bardzo jednak cieszę się, że kobieta na spotkaniu z przesympatycznym Adamem spuściła Marcina na przysłowiowe “drzewo”. Kibicuję parze Asia - Adam.
Joanna
jest ideałem. Dobra, troskliwa, bez cienia zadęcia, z dużą dozą autoironii. Podobała mi się scena, w której namówiła sprzątaczkę na kontynuację studiów.

Za Panią Irenkę, za Asię i Krzysztofa, który jak lew walczy o rodzinę - 4 bobry.