O mnie się nie martw 2×12 „Krzysiu uważaj!”- po odcinku

Drugi sezon O mnie się nie martw ma wzloty i upadki.

Nie przepadam za obecnie wałkowanymi scenami z ratowaniem kamienicy. Mam wrażenie, że ten wątek jest zupełnie niepotrzebny – podobnie jak prześladowca Kaszuby, czy kuzynka z prowincji. Ot takie zapychacze czasu bez większego znaczenia dla dalszej fabuły.

Marcin dowiedział się, że był przedmiotem zakładu prawniczek. Chociaż stara się ukryć emocje i przykrywa je uśmieszkiem triumfu wiemy, że informacja o nieczystych intencjach Gadomskiej mocno nim wstrząsnęła.
Aczkolwiek w następnej scenie, jak gdyby nigdy nic wpija się w usta Magdaleny i twierdzi, że nadal są parą.

Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam reakcję Asi. Kobieta buduje nowy związek z Adamem, jednak widać, że jeszcze nie wyleczyła się z Kaszuby. Dziwna sytuacja, chociaż komentarze skierowane do Marcina nie pasowały mi do tej ułożonej damy.

Apropo’s dam. Krzysiek i Pani Irenka przerwali milczenie i będą renegocjować umowę. Cieszę się, bo jak już pisałam kilkakrotnie – nie wyobrażam sobie trzeciego sezonu bez Pani Hani.
Barykada w zamiarze komediowa mnie zupełnie nie przekonała. Podobają mi się jedynie rozmowy przyjaciół – to improwizacja na najwyższym poziomie.

Nadrobiłam odcinek Kuby Wojewódzkiego z Pawłem Domagałą, w którym aktor wyjawił, że na planie O mnie się nie martw ma zupełną dowolność aktorską – czyli może być spontaniczny i bawić się dialogami. I to w roli komediowej wypaliło bezbłędnie.
(Wiedzieliście, że z tego samego powodu Domagała został wyrzucony z Prosto w serce?)

Curyło pomaga za niebagatelną kwotę 3 tysięcy złotych – twierdząc, że „nie zdarła” z mieszkańców. Wiemy, że motorem napędowym jej obrony nie będą pieniądze tylko możliwość utarcia noska byłej koleżance.

Odcinek przeciętny. Sprawa obrony mężczyzny, który napadł na drogerię z zabawkowym pistoletem, aby schronić się przed dominującą żoną w więzieniu – sztuczna do bólu.

Zdziwiłam się również kiedy Wiktor opowiadał o poszukiwaniach wspólnika – doświadczonego partnera, który nie kieruje się emocjami, a Marcin uśmiechał się myśląc o sobie. Przecież mecenas Skuteczny jest dokładnym zaprzeczeniem wizji przełożonego 😉

Nie mogę doczekać się finału i tym razem mam ochotę złamać swoje przyzwyczajenia – zobaczę go w prapremierze.
Przede wszystkim po to, aby pożegnać Gadomską.
PS. Aby było jasne – nie mam nic do Anny Terpiłowskiej. Zołzę, której nikt nie lubi też trzeba umieć zagrać 🙂

Za 2×12 –  2 bobry.

I na koniec – ale babol. I to od wykształconej kobity 😉

15 odpowiedzi do “O mnie się nie martw 2×12 „Krzysiu uważaj!”- po odcinku”

  1. babol 🙂 piękny, no to ekipa (bo przecież nie Gadomska) dała ciała…
    ja już jestem po całości – ufff, wreszcie nie czekam na nic w piątki 🙂 Krzyśka za dużo uważam na końcu… ale cóż znalazła się kura znosząca złote jajka to trzeba ją wykorzystać… szkoda trochę. Boję się, że kolejny sezon nie będzie już na czym budować – obym się myliła…
    Wiem, że większość nie oglądała ostatniego odcinka więc spoilerować nie będę – choć prawdę powiedziawszy w streszczeniach, które się pojawiały powiedziano właściwie wszystko
    Napiszę tylko, że za gęsto w tym ostatnim odcinku było ale w takim złym znaczeniu – tak jakby wszystko upchnięte, żeby pokończyć wszystkie wątki, jeszcze 4 minuty przed końcem martwiłam się, że mam jakoś obcięty odcinek bo czasu mało a nic nie zmierzało do końca 🙂
    Mam wrażenie trochę, że pomysł był taki żeby w ostatnim odcinku wcisnąć wszystkich bohaterów, takie na wszelki wypadek pożegnanie (na wypadek gdyby się okazało, że nowe odcinki nie powstaną). Tym razem nie było ani ślubu ani pogrzebu – tym bardziej więc trudne było to w realizacji
    Tak czy inaczej przerwa!
    Jakoś nie wyobrażam sobie części dalszej ale pewnie mam za słabą wyobraźnię… dlatego też sama scenariuszy nie piszę 🙂 lubię jak mnie ktoś inny zaskakuje i tego ekipie życzę, bo jak już pisałam we wcześniejszych postach – lubię takie lekkie z przymrużeniem oka odcinki na koniec ciężkiego tygodnia

  2. Po ostatnim odcinku stwierdzam, że przeginają już z Krzyśkiem. Momentami przestaje on być śmieszny i staje się żenujący. Mimo wszystko za 12 i 13 po 3 bobry 🙂 Jeśli czytaliście streszczenie finału, a jeszcze go nie oglądaliście to od razu mówię: śmiało czytajcie spoilery i tak Was nic nie zaskoczy. Ja cały odcinek się wynudziłam, bo fabułę poznałam w artykule na stronie śs, a także widziałam zdjęcia opublikowane ma serialowym fb, które zdradzały wszystko. Trochę słabo ze strony produkcji, że nie umieją promować nowych odcinków na tyle, aby zaciekawić, a jednocześnie nie zdradzić zbyt wiele.

  3. Ja pozostaję przy swoim i moim zdaniem Paweł Domagała jest dobry na raz. On w każdym serialu czy filmie gra tak samo (dodam gra podobnego fajtłapę i imbecyla)

  4. obawiam się Tomku, że możesz mieć rację… ale nie chcę być takim czarnowidzem. Paweł Domagała to jeszcze młody facet i dużo przed nim, miejmy nadzieję dużo ciekawych i różnorodnych wyzwań, które pozwolą mu się wykazać. W „O mnie się nie martw” – za bardzo już eksploatowany… trochę się obawiam, że trudno będzie coś ciekawego na nowy sezon wymyślić…

  5. Ja też jestem po finale. Trochę mnie ten finał rozczarował, szczególnie finałowa scena, zabrakło mi między nimi rozmowy.

  6. Tośka widziałem. Mnie Pan Domagała nie imponuje w każdej roli jest taki sam i dziwi mnie, że robią z niego wielkiego aktora. W rzeczywistości jego dorobek aktorski to 97% szmiry

  7. Jak dla mnie odcinek przeciętny. Wydaje mi się ze Paweł Domagałą trochę przegiął z tą improwizacją, jak to się mówi co za dużo to nie zdrowo.
    Adminko też oglądałam ten odcinek Kuby Wojewódzkiego i powiem szczerze, że jak tak opowiadał o tej improwizacji to sobie pomyślałam, że improwizacja improwizacją, ale trzeba też czasami trzymać się scenariusza, bo może wyjść chała.

  8. Fakt, w ostatnim odcinku sezonu Krzysztof jest inny i chyba widać radosną twórczość artysty, ale do rzeczy…

    Nikt nie powinien tego serialu traktować poważnie. Nie zgodzę się z tymi „zapychaczami” czasu, bo kto wie, co przyniosą w trzecim sezonie? W przypadku kuzynki nie wiemy, co w rodzinie Kaszuby nie gra. Chociaż można się domyślać, ale, mam wrażenie, że nie wzystko będzie takie jednoznaczne. Akcja ratowania kamienicy wcale złym pomysłem nie jest, bo do finału rozgrywa relacje między bohaterami. Nie tylko Gadomską i Curyło, ale Irenką i Krzysiem – scena z garnkiem zupy świetna. Dla mnie serial to nie tylko Krzysztof, więc może trochę przychylniej patrzę na powierzone zadania aktorskie i one wychodzą na duży plus. Może nie każdy jest zwolennikiem wypomadowanego Kena, ale Terpiłowska w roli zołzy jest świetna. Z przyjemnością zobaczyłem też Zofię Charewicz w roli oszukanej Amelii Borowiec.

    Sprawa sądowa z taksówkarzem niegdyś wiozącym na lotnisko Kaszubę, a podwożącym rodzącą Ewę i jego plastikowej małżonki to odwrócona sytuacja z ubiegłego sezonu dwóch spraw – toksycznego Biczyńskiego i jego żony oraz pracownicy z banku, która chcąc uniknąć popełnienia przez siebie kolejnych defraudacji, napisała na siebie donos i poszła siedzieć. Ten o pantoflarzu-taksówkarzu był jakby mniej śmieszny.

    Pantoflarzem też o mały włos staje się Marcin, bo chociaż dowiaduje się, że był obiektem zakładu o skrzynkę różowego wina, nadal daje się Magdzie wodzić na pasku. Niby nie chcę, ale muszę;) Gdybym dostał sms-a od prawniczki, a jeszcze w dodatku dziewczyny z takim „pszepraszam”, to chyba przeprosiłbym na zawsze;)

    W odcinku, co najważniejsze na zaś, to fakt, że Curyło i Podhalski widzą, jakim ziółkiem jest Kaszuba, sypiając z jedną pomaga drugiej:)

    Za odcinek 3,5 bobra:)

  9. zdzisiek 🙂 ty nawet nie wiesz, że ja się z Tobą zgadzam nawet jak ty nie do końca zgadzasz się ze mną. Ale w kwestiach formalnych pozostanę nieugięta. O mnie się nie martw to rodzaj serialu komediowo-obyczajowego. Podobne produkcje już wcześniej pojawiały się w Polsce – chociażby Przepis na życie, czy Szpilki na Giewoncie.
    Ok, w przypadku hitu TVP2, a raczej za sprawą wątku Krzyśka więcej tutaj komedii niż jakiegokolwiek gatunku, ale ja traktuję tę produkcję poważnie – tylko i wyłącznie w takim sensie, że to nie jest żadnego rodzaju pastisz, czy show a’la Benny Hill czy Monty Python.
    To kolejny, polski serial, która stara się połączyć poboczne wątki komediowe z życiem głównych bohaterów. A jak to wychodzi? Przeróżnie.
    Również doceniam bohaterów „drugo”, lub nawet trzecioplanowych – tylko wówczas jak na to zasługują.

    O zapychacze również mam uzasadnione pretensje. Kuzynka męczyła nas przez kilka odcinków i rozpłynęła się w mgle historii. Zupełnie nie rozumiem dlaczego kierowca, który chciał zniszczyć Kaszubę nie pojawia się w kolejnych epizodach. Zamiast sprawy z kamienicą z przyjemnością oglądałabym walkę Marcina o dobre imię lekarza. Ale to tylko moje zdanie 🙂
    Do zobaczenia niebawem. W piątek finał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *