Odcinek na jaki od dawna czekałam. Serio :)

Tydzień przed finałem wydarzył się cud. Asia stała się normalną, konkretną kobietą, którą znamy z poprzednich sezonów, a wątek Krzyśka w końcu był… Śmieszny!
Oczywiście można też się do czegoś przyczepić. Co biegnę czynić ;)


Małecki wrócił do formy.
Najlepszym momentem była opieka nad mecenasem. Marcin został nakarmiony rybką z ziemniakami i ulubioną sałatką, a później przygotowano dla niego cały zestaw rozrywek.
Było piwo i ulubiony film wyższych sfer ;)
“Potop” nieszczególnie wzruszył Kaszubę, ciekawa jestem czy zrelaksował się na ataku dronów ;)

Ogólnie Krzysiek wspierał nie tylko aresztanta. Postanowił pomóc “podśmierdującemu” Filipowi uwolnić się od “Czarnej wdowy”.
Cieszę się, że Francuz i milionerka będą parą. Pisałam wcześniej, ale się powtórzę: Bardzo podoba mi się Anna Mucha w roli “pańci w futrze” i mam nadzieję, że będzie regularnie pojawiać się w nowym sezonie.

Z przyjemnością powitałam Joannę. W końcu po wielu odcinkach okazało się, że scenarzyści przypomnieli sobie, że dziewczyna jest sympatyczna, wspierająca i można na nią liczyć.
Uff ;)

Nawet Laura Curyło przestała irytować. Jak widzieliśmy pomoże Marcinowi wykaraskać się z kłopotów. Co ją łączyło z Łukaszem? Dowiemy się niebawem…

Czas na czepianie się. Marcin i Iga.
On jest wściekły na narzeczoną, ona kaja się i przeprasza.
ALE.
Kto zmuszał Kaszubę do akcji “ratowniczej”? Przecież ona w kawiarni tylko rozmawiała z byłym chłopakiem Doroty (co było zupełnie bez sensu, ale o tym przeczytacie w poprzedniej recenzji). Czy ona prosiła go o pomoc? Groziło jej niebezpieczeństwo?
Ano nie.

Uważam, że wątek z Łukaszem od początku do końca jest po prostu źle napisany. Takie wstawianie problemów na siłę - aby cokolwiek się działo.

Reasumując. Uważam, że to najlepszy odcinek w tym sezonie. Pośmiałam się widząc poczynania Krzysia, szlochająca Anna Mucha na plus, doceniam odrodzenie Joanny.

4 bobry.