Chyba już tradycyjnie zostanę jedynym użytkownikiem, któremu finał niespecjalnie się podobał :)

Czy Iga spodziewa się dziecka? Szczerze mówiąc mam to w nosie. Taka zagrywka z widownią bez pokazania wyników testu - Małecka nie pije szampana “profilaktycznie”.
W obecnych czasach w trzy minuty można sprawdzić swój stan - wystarczy nasikać na odpowiedni patyczek ;)

Biedny Kaszuba, który, aż się wzruszył, kiedy jego ukochana dodała “Na wszelki wypadek”…
A Iga wiedząc co przeżywał w poprzednich tygodniach - czekając na wyniki badań - naprawdę zachowała się idiotycznie. Ludzie! test ciążowy i albo świętujemy z szampanem, albo bezalkoholowo. Nie da się “trochę” być w ciąży.

A tak naprawdę czy kogokolwiek jeszcze interesują losy głównej pary? Na pewno nie scenarzystów.
Czwarty sezon w całości był poświęcony Krzyśkowi, który z drugoplanowego nieudacznika stał się osią O mnie się nie martw. I jak widzimy po finale w piątej odsłonie niewiele się zmieni w tej kwestii.
I bardzo dobrze :)

Tylko to oskarżenie o usiłowanie gwałtu okrutnie mi śmierdzi…
Tak na chłopski rozum - Pani Marta wahała się przyznać do swoich uczuć przez dwa tygodnie, a Małecki był u Pani Kozłowskiej jeszcze dawniej - liczmy w zaokrągleniu około miesiąca wcześniej.
Kobieta poszła na policję i zgłosiła zdarzenie po MIESIĄCU? Kupy się toto nie trzyma. Poszarpana, z obrażeniami (tak wyobrażam sobie ofiarę) idzie na obdukcję. Lekarz z zasady wzywa jednostkę, która automatycznie aresztuje sprawcę. Trwa to kilka godzin. Co więc się wydarzyło przez kolejne tygodnie?

Chyba scenarzyści w O mnie się nie martw niezbyt przepadają za Policją. Bo mamy kolejną sprawę - uciekające dzieciaki.
Przecież małoletni nie wyjechali za granicę, tylko schronili się w domku babci. Mało tego! Iga twierdzi, że Grzesiek dzwonił do niej z telefonu na kartę (nota bene skąd Małecka wiedziała, że to nie abonament ;) To nie mogła zgłosić tego policji?
Jest coś takiego jak geolokalizacja, istnieją systemy informowania do których specjalne służby mają pełny dostęp.
Ciekawa jestem co stałoby się gdyby nie choroba Izy. Abstrahując od wszystkiego kaszląca dziewczyna jest moją idolką: “Jesteś chora, sami tego nie przeskoczymy. Dlaczego nie? Przecież się kochamy”.
W sumie jeszcze trzy całuski zamiast antybiotyku i rozgonimy zapalenie płuc ;)

Kinga odnalazła ojca Mateuszka, który dzięki Marcinowi nie pójdzie siedzieć. Rodzina w komplecie i happy end.

Pani Irenka oszukała imprezowiczów i urządziła własne przyjęcie. Dlaczego nie zaprosiła Ewy?
I najważniejsze pytanie: Czy Małecki zwróci składki ;)

Laura dowiedziała się, że Łukasz jej nie kocha. A czy on w ogóle wyznał jej uczucia? Wątek asystenta i Curyło został mocno zepchnięty na dalszy plan, więc nie mam czego analizować.
Na plus wszystkie dialogi na linii Krzysiek - Mecenas. Od gryzienia futryny, po Nyskę, która nie odpaliła.
Jak zwykle świetne dziewczynki i Pan Stelmaszyk jako “Wujko-Dziadek”. I oczywiście Martusia, która odkryła w utylizatorze starszym czułego i kochającego mężczyznę.
Tylko co na to Kędzierzawy Tomasz?

Finał O mnie się nie martw oceniam na 2,5 bobra, bo jestem zła na Igę, bzdurki, a przede wszystkim na scenariusz.
Byle do jesieni.

Ps. I czekam na wszelkie Wasze komentarze.