TVP poszalało i przy okazji promocji jesiennej ramówki w serwisie pojawiły się AŻ dwa odcinki O mnie się nie martw.
Kilka słów dla tych, którzy nie czekają do 8 września.

Premiera siódmego sezonu rozpoczęła się leniwie, aczkolwiek uroczo. Mam wrażenie, że pierwszy odcinek był tylko delikatną zapowiedzią wydarzeń, które będziemy śledzić jesienią.

Iga z promiennym uśmiechem pomaga ludziom i z sympatią kręci głową nad poczynaniami męża.
Ciąża jest już na rozwiązaniu, rodzinka w komplecie, koloryt i szczęście biją po oczach.

Krzysio jest wykorzystywany seksualnie przez żądną dziecka Martusię i obolały wgryza się w surowe ziemniaki, które powodują gorączkę (ciekawe czy to prawda, bowiem nigdy nie próbowałam).
Na jego szczęście pojawia się Francuz, który od razu zostaje zaproszony do wspólnego mieszkania. Przerysowanie tego wątku na razie mnie odrobinę irytuje. Być może niebawem się przyzwyczaję, a może nawet docenię…
Nie zrozumiałam o co chodziło z Czarną Wdową. Więziła biednego kochanka w piwnicy i głodziła z premedytacją?
Toż to dopiero nadaje się do konsultacji z prawnikiem!

Nowy bohater w postaci przystojnego pilota mocno namiesza w wątku Sylwii. Na razie dziewczyna jak Mark w “To właśnie miłość” zrozumiała, że pora skończyć z fatalnym zauroczeniem.

Poród to ewidentna zrzynka kilku komedii romantycznych: bóle w nieodpowiednim momencie, pomagający przyjaciele, korek na drodze, pędzący przyszły tatuś itp.
Ale nie będę się czepiać - jak kopiować to od najlepszych ;)

Sprawa odcinka nawet niezła, ale żadnych efektów Wow nie odnotowałam.

Za rozmowę Krzysia z Trytytką (o ulokowaniu Filipa), za Marcina w odmiennym stanie i rozsądnego Marka + koloryt i ciepło: 3 bobry na dobry początek.


Myślę, że uda mi się powstrzymać przed prapremierą (chociaż korci niemiłosiernie), dlatego proszę nie spamować zanadto.
Ps. Po co Sylwia była w Lizbonie?