Prapremiera, więc kilka słów dla zainteresowanych - niżej :)

Sylwia nadal epatuje biustem. Taki strój nie pasuje do stażystki w Kancelarii adwokackiej, ale robi swoje - Paweł zaczął ją usprawiedliwiać ;)
Przy Małeckiej Martusia wygląda jak mniszka.

Nazwisko zobowiązuje. Nowa stażystka podobnie jak Iga broni słabszych, biednych i uciemiężonych  nie bacząc na karierę, czy konsekwencje.
Mimo tej metody Kopiuj-Wklej, którą serwują nam scenarzyści - zaczynam lubić nową bohaterkę.

Sprawa odcinka była znośna. Na plus fakt, że zatrudniono w końcu aktorów, którzy radzą sobie z dykcją.

Jacek złapał chorobę weneryczną. Ewelinka też nie ma szczęścia do mężczyzn ;)
Odnowiono kontakty z kardiologiem, który się zmienił.
Trzymam kciuki. Pan Karol rozpieszczający Irenkę jest doprawdy ujmujący.

Trytytka została określona mianem “szczwanobrodej”. I niekoniecznie podoba mi się fakt, że Krzysiek po miesiącach zauroczenia zaczyna obrażać swoją narzeczoną.
Rozumiem oczywiście, że za nim trudne chwile i jest dość oryginalną osobowością. Ale gra na trąbce na osiedlu mieszkaniowym o każdej porze dnia i nocy nie jest dobrym pomysłem.
Martusia jest cudowna, ale też nie przepadam za pomysłem zrobienia z niej “łowczyni majątków”.
Na plus oczywiście rozmowy z prawnikami, ciasteczko “bez niczego” i kilka minut z dziewczynkami. ALE. Mam nadzieję, że kwestia spadku wyjaśni się niebawem, a moja ulubiona para wróci na właściwe tory.

Czy Wy wiecie, że ja im na początku zupełnie nie kibicowałam?
Nie wiem jakim cudem produkcja z pomysłu, który wydawał się kosmiczny zrobiła coś tak zaskakująco naturalnego.

I na koniec sprawa trójkąta miłosnego. Asia-Adam-Paweł.
Menadżerka mogłaby się w końcu określić. Tu kawka z mężem, tu “Daj mi 10 minut” na propozycję seksu z Pawłem.
Miałam wrażenie, że “goła kostka” wypadł już z układu, a małżeństwo planuje potomstwo.
I znowu wracamy do punktu wyjścia.

Kilka miłych scen, niezła sprawa odcinka. Za całość - uwzględniając głupie zachowanie bohaterów - 3 bobry.