O mnie się nie martw 4 x 10 - recenzja.

Wracam do pisania krótkich opinii po odcinkach z jednej, ważnej przyczyny. Takiej ilości absurdu już dawno nie było w polskim serialu ;)
Oczywiście z uwagi na to, że O mnie się nie martw jest produkcją “lekką, łatwą”, a przede wszystkim komediową przymykam oczy na wiele wątków.

Ot! Chociażby Krzysiek płaczący przy nocnej lekturze i cierpiący po wyjeździe Pani Marty.
Onegdaj pisałam, że scenarzyści powariowaliby, gdyby połączyli w/w parę. Po kolejnych odcinkach muszę przyznać, że mają gorsze pomysły ;)
Niechaj Małecki będzie szczęśliwy ze swoją wybranką o delikatnych plecach!

Nie wiem co napisać o Kindze. Jedyne co mi przychodzi do głowy to brak podstawowej wiedzy o metodach antykoncepcji!
Mateusz nie jest synem Marcina. Już pomijając przeszłość matki - powiedzcie mi nie dało się inaczej zrobić badań DNA? Po kiego “grzybka” robić pięcioletniemu dziecku nadzieję… Przecież Kaszuba i jego była kochanka to dorośli, wykształceni ludzie.
“Mamusia pobierze ci coś z buzi, aby Pan doktor mógł sprawdzić, czy przypadkiem znaleziony po latach prawnik nie jest twoim tatusiem”.
Nie dziwię się, że synek, który z całego serca pokochał Kaszubę boleśnie przeżywa wyniki badań. Mam nadzieję, że po tak traumatycznych wydarzeniach nie będzie musiał w przyszłości płacić psychologom za terapię ;)
Jedyny plus to telefon Marcina, który minimalnie oczyścił atmosferę.

Nie podoba mi się zachowanie Igi. Niby wspiera ukochanego, niby rozumie jego sytuację. Ale zupełnie nie przeszkadza jej to w komentowaniu w jeden możliwy sposób: “kamień spadł mi z serca”.
Jakoś w przypadku innych, obcych osób była bardziej empatyczna… Ale to było kilka sezonów wcześniej ;)

Wielka afera w Ośrodku wychowawczym. Portier chce wzywać policję, gdyż ukradziono mu portfel. Wszędzie szukał. Małecka schyla się pod biurko i co? Tadam! Zguba się znajduje.
Scenarzyści - portfel mogła chociażby przynieść Pani Krysia, sprzątająca ubikację. Nie wiem dlaczego tak lubicie absurdy.

Albo sytuacja w sortowni. Pomijając już mikroskopijną porcję selera naciowego i marchewki (odchudzający się wiedzą, że akurat warzywa są niskokaloryczne), to Ewelinka wręcza książki, które mają nauczyć współpracowników Jacusia “Jak zostać księciem z bajki”…
Naprawdę też kupujecie kilka sztuk tej samej pozycji, aby je rozdawać przypadkowym znajomym?

Większą część odcinka zabrało obrażanie autorki poczytnego romansidła i Ewelinki z nadwagą. Powiedzcie mi po co to było? Co to wniosło do jakichkolwiek wydarzeń?

Zmarnowano potencjał Bukowskiego, który pojawia się po raz kolejny bez większego celu.

Dawniej prężnie działająca Kancelaria stoi zupełnie pusta. A gdyby tak poszukać młodych, chętnych studentów prawa, którzy marzą o zdobyciu miejsca na staż?
Tak sobie myślę po co Kaszuba płaszczy się przed Curyło? Naprawdę w całej Warszawie nie ma ani jednego adwokata, który chce zmienić miejsce pracy?
Nowi pracownicy = nowi bohaterowie, nowe wątki, nowe osobliwości - całe pole do manewru dla scenarzystów.

Odcinek był bardzo słaby. Momentami czułam się zażenowana poziomem dialogów, czy scenkami z udziałem bohaterów.
Gdzie Francuz?
1,5 bobra.