Drodzy Czytelnicy.
W pierwszych słowach mojej recenzji pragnę Was gorąco pozdrowić i życzyć miłego weekendu ;)

A tak na serio. “O mnie się nie martw” miało być lekką, miłą rozrywką.
Ale nie tego się spodziewałam.

Przede wszystkim - Dlaczego wszyscy na siebie non-stop krzyczą?
Nie przypominam sobie epizodu bez wiecznych kłótni i połajanek.

Iga i Krzysztof to już norma - od pierwszych, do ostatnich minut odcinka byli małżonkowie wypominają sobie wszelkie przewinienia i szantażują się wciągając w to dzieci.

Zupełnie nie rozumiem o co chodzi Marcie. Jest wredna, na każdym kroku daje odczuć sprzątaczce, że jest nikim. Jest zazdrosna o jej znajomość z adwokatem?
Od początku pracy sekretarka znienawidziła Małecką, chociaż w zasadzie poza pomysłem scenarzystów obie kobiety nie mają powodu się nie lubić. Nie zakochały się w jednym mężczyźnie i nie walczą o swoje posady.
Ot tak, sztucznie napędzane awanturki o zaginione papiery, czy bałagan w kuchni.

Poszukiwania Helenki przypominały mi niestety “Samą słodycz”. Tłumek bezradnie biegających dorosłych, nerwy, a w finale wyjaśnienia i przeprosiny.

Sprawa odcinka, czyli kobieta oskarżona o nielegalne przelewy - bardzo bezpłciowa. Na jedyny plus zaliczę rozmowę Igi z Czajkowskim (Paweł Okraska drewniany). Nie każdego człowieka w Polsce stać na wizyty w Galeriach handlowych, samochód, nie mówiąc o wakacjach. A mimo to da się żyć w miarę normalnie i przede wszystkim uczciwie.

Marcin chce być blisko Małeckiej, twierdzi, że jest jej przyjacielem i nadal jej pomaga. Dobrze, że Iga go odpycha - ta znajomość zabrnęła za daleko. Wiem, że to główna para serialu, która w końcu będzie razem - ale ja chemii jak nie czułam, tak nie czuję.
Chociaż wiem jak skończy się jej znajomość z Biczyńskim, to na razie cieszę się, że kobieta po przejściach trafiła na mężczyznę, któremu w ciągu kilku, pierwszych minut wyznała całą prawdę - łącznie z tym, że jest rozwódką, matką i sprzątaczką, a i tak dostała zaproszenie na kawę.

Na plus kolejna kontuzja Krzyśka, który po nodze dla wyrównania pokaleczył sobie obie dłonie. Szczerze mówiąc to mój ulubiony bohater  i oglądając odcinek najbardziej czekam na sceny z jego udziałem.

Absolutnie nie chce Was zniechęcać. O gustach też nie powinno się dyskutować ;)
Ale tak jak pisałam na wstępie - nie tego się spodziewałam. Tym bardziej, że naprawdę lubię Joannę Kulig.
Nie mam nic do doboru aktorów - mam duże zastrzeżenia do scenariusza i w zasadzie trochę też do reżysera.
Czy Iga musi w każdym epizodzie prezentować nerwicę? Miała być sympatyczną bohaterką, która mimo wszelkich przeciwności losu nie poddaje się i chce jak najlepiej dla swojej rodziny i przyjaciół. Zamiast tego dostaliśmy wiecznie krzyczącą babę, która jest sfrustrowana swoim życiem. Nie obraźcie się, ale ja chyba nie chciałabym mieć takiej mamy.
Dlatego też nie kupuję jej w wersji romantycznej. Bo takie scenki pojawiają się rzadko - podobnie jak uśmiech na jej twarzy.

Po odcinku 10. Za Krzyśka i kilka spokojnych rozmów - 2,5 bobra.

PS.Dlaczego Iga pytała prawnika czy zostanie ojcem chrzestnym Rafałka? Chyba to powinna zaproponować matka dziecka?