Prapremiera, więc kilka słów tradycyjnie poniżej.
Powoli żegnamy się z O mnie się nie martw…

Przytulamy dwunastą odsłonę?

Ano niekoniecznie ;)

Chwaliłam pierwsze odcinki, obrzucałam naręczami bobrów i uśmiechałam się do scenarzystów.
I co z tego mam?
“Psińco”.

Im bliżej do finału, tym ilość zapychaczy i durnych pomysłów nawarstwia się. To zaczyna mnie przerażać.
Sztuczna lalka udająca dziecko to nic - w porównaniu do reanimacji psa.
Serio, takie oto wydarzenie miało miejsce, a ja zastanawiałam się - czego się twórcy najedli/nawdychali i co mogło być inspiracją. Kojarzę kilka głupiutkich komedii z USA. Tylko, że takie rzeczy śmieszyły lata świetlne temu.

Reżyser pozwala Domagale na całkowitą improwizację. Aktor jest znakomity i niejednokrotnie udowodnił, że POTRAFI. Tylko scenariusz i lokacje naprawdę nie dają mu szans.
Non stop te same rozmowy z kolegami w sortowni. Takie walki kogucików… na druciku.

Gdzie podział się wątek porzuconej Marysi? Miała być adopcja i ślub dla podniesienia możliwości. Marta walczyła jak lew.
Ok. Krzysiek nawalił. Nawalił się i kłamał ;)
Może jednak wypadałoby przeprowadzić jakąkolwiek rozmowę o wspólnej przyszłości?

Temat dziecka jest odłożony, bowiem asystentka jest teraz pod urokiem Tomka, który chce się pojedynkować o jej skromną osobę. A nie. To jednak był żarcik.
Żarcikiem nie jest zakup obuwia na szpilce. Brzydki produkt placement: “Ciekawe czy malutkie z dziubeczkiem przyjdą w jeden dzień”.
Uuu słabawe to było okrutnie.

I ten paintball nieszczęsny. Myślałam, że Kaszuba powie ostro: Małecki to mój przyjaciel, chętnie się z Wami pobawię, tylko nie mam ochoty opowiadać się po żadnej ze stron.
Nic takiego się nie stało, a całe wydarzenie mogę podsumować krótkim: żenujące.
Miny uczestników, “slow motion” i pies przywiązany na sznurku. Po co to komu było?

Na deser sprawa odcinka. Młoda dziewczyna została porwana przez trzech idiotów.
Złodziejaszki miejskie zwąchały biznes, przewieźli niewiastę w bagażniku, poprosili o okup, przetrzymywali na ogródkach działkowych, a ta się ucieszyła. Bo w końcu poznała inne życie, niż to, które zaplanowali dla niej rodzice.

Kończmy z tymi głupotami.

Odcinek byłby spisany na straty, gdyby nie bezdomny nocujący pod Kancelarią.
Kaszuba zajął się niespodziewanym gościem i pozwolił się wykąpać. Oddał nawet ostatnią koszulę.
W myśl zasady: Rób to, co zrobiłaby Iga.
I tutaj mamy bombę! To był dziennikarz podający się za człowieka szukającego pomocy prawnika. Będzie show, będzie uwielbienie tłumów, a pieniądze popłyną wartkim strumieniem ;)
Chociaż nie… Jak się z tego wygrzebie Senior i Podhalski?

Pilot od Sylwii niebawem dowie się, że jest ojcem (albo już o tym wie gnojek jeden), Jadwiga zacznie się wtrącać (po to przyjechała), a Pani Irenka… - dajcie jej w końcu zabłysnąć! Co ona jest? Pomoc domowa na każdą okazję?

Odcinek oceniam słabo.
Za dużo idiotyzmów. I te zapychacze, które po prostu bolą.
Za bezdomnego, powrót Jadwigi: 1,5 bobra.