Kolejna prapremiera, więc słów kilka poniżej.

Żal mi Krzyśka, a raczej tego, co scenarzyści postanowili zrobić z jego postacią.
Umartwianie się po odejściu Marty przeradza się w cyrk. Po co te improwizacje z koleżkami? Granie na czajnikach, milczenie, przymierzanie czapki - tak głupio marnować talent Pawła Domagały.
Otrzymaliśmy odpowiedź na jedno z pytań. Trytytka wprowadziła się z marszu do Podhalskiego, bowiem nie miała gdzie się podziać.
Tłumaczenie najgorsze z możliwych. Pomimo drobnych prezencików i dbania o byłego - źle o niej myślę.
Szkoda.

Kolejne punkty dramatu to:
- Nastoletnia Helenka zaczyna się buntować. Zakochała się w starszym chłopaku, chce się podobać, okłamuje mamę i ciotkę i na deser kupuje drogą kurtkę.
Okres dorastania to koszmar, który przeżył każdy z nas. W tym przypadku pojawił się gwałtownie i o kilka lat za wcześnie. Tak jak pisałam ostatnio: Najwyższa pora odrobinę utemperować małolatę i zaangażować w wychowanie biologicznego ojca.

- Sylwia rozważa wszelkie opcje i niby chce rozmawiać z pilotem…A później znowu się waha. Na horyzoncie zjawił się ortopeda. Już dzisiaj mogę się założyć, że niebawem Kuba mocno namiesza w jej życiu.

- Asia karmi i wyprowadza z depresji, a Paweł zaprasza koleżankę z pracy do kina.
Wszyscy plątają się bez większego celu i pomysłu. Zgubiłam się. Co Iga robi obecnie w Kancelarii? - poza wtrącaniem kilku groszy w sprawy męża i doglądaniem dziecka oczywiście ;)

Ogólnie: O mnie się nie martw wkroczyło na dziwaczne tereny, gdzie widownia zaczyna przejmować się wątkami trzecioplanowymi, podczas gdy te pierwszo- i drugo- są całkowicie pominięte.
Tyle czasu na dziecko Mariusza, albo stylizacje “Pantery”? I te nieszczęsne improwizacje z kumplami.
Mam nadzieję, że powoli kończymy, ekipa zbiera się do kupy i już za dwa tygodnie ruszymy do boju - z nową energią, bohaterami i uśmiechem.

2 bobry.