Prapremiera w Internecie. Podsumowań czas zacząć.
Dobra wiadomość, którą mogę zdradzić: Zamiast napisu Koniec zobaczyliśmy bajeczne CDN… ;)
I o to chodziło.
Bo mimo, że zdarza mi się narzekać na pomysły scenarzystów, to ciężko już sobie wyobrazić piątki bez O mnie się nie martw.

Jestem ukontentowana, ale to zupełnie nie oznacza, że finał był miodkiem na me serce i do niczego nie mogę się przyczepić ;)
Iga wróciła i akcja nabrała jakiegoś kosmicznego tempa.

ALE.
Sami przyznajcie - kilka wątków było zupełnie niepotrzebnych i napchanych na siłę. Aż do przesady.

Chociażby przygody Martusi.
Od kilku odsłon przewijała się w tle. A teraz nie dość, że uraczono ją ciążą, to jeszcze miała na karku oddech szantażysty i poważne dylematy moralne.
Dobrze, że Kaszuba senior jest rozsądnym człowiekiem i zjawił się w “odpowiednim miejscu i czasie”.
Wszystko po to, aby dziewczyna uświadomiła sobie, że jednak chce mieć dzieci.

Był też szybki rozwód i matula, która idiotycznie pytała się córki, czy “Całowała się z zajętym facetem”. Ewidentnie po trupach do celu.
W sumie czemu się dziwię. Sama umawia się z Jacusiem, który ma ślubną.

Pani Irenka zrozumiała, że nie ma co się dręczyć dla faceta i chodzić w tym samym sweterku.
I bardzo dobrze. Czekam na kolejnego adoratora.

Asia gotuje ukochanemu papki z jarmużem w roli głównej.
A Pawełek jakby znużony.
Postarał się wyrwać księżniczkę, a po kilku dniach dopadła go szara rzeczywistość. I ona nie jest już tak zajmująca, jak spacerki w parku i namiętne podchody.
Na tapecie jest Sylwia i dekolty.
Ma rację “goła kostka”, a ja to pisałam kilka tygodni wcześniej. Kostiumy uwydatniające biust nijak nie pasują do poważnej Kancelarii.
Na początek jest przyjaźń i zmiana wizerunku.

Ewa z Łukaszem wyskoczyli z meandrów pamięci scenarzystów. Po raz kolejny proszę o tatulka Francuza i jego femme fatale ;)

Był szybki ślub, a bajka o Kopciuszku doczekała się happy-endu.
Wszystko pięknie, tylko ja na miejscu Lucyny byłabym naprawdę zła. Pierwszy raz latorośl ślubuje przed ołtarzem, a ja nie zostałam zaproszona.
Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Iga to skrót od imienia Jadwiga.

Nie mogę sobie przypomnieć, aby kiedykolwiek w serialu pojawiła się poprawna wersja (ona podpisywała dokumenty, starała się o pracę, studiowała itp. z “pseudonimem”?).

I wątek z ciążą.
Mam wrażenie, że dopisany na kolanie tylko po to, aby zawartość cukru w cukrze idealnie się zgadzała.
(A może rzeczywiście serial miał zakończyć się na szóstej odsłonie i produkcja chciała w ten sposób pożegnać się z widownią?)
Przez tygodnie nie mówiła Kaszubie o dolegliwościach, czy kolejnych badaniach? Nie rozmawiali o wspólnym maleństwie?
Widownia dostawała jakieś pierdoły o podnoszeniu kwalifikacji, czy zazdrości o siostrę Krzysia.
I rzutem na taśmę - Bach! Będziemy mieli dziecko!

Dynamika się zmieniła (ale naprawdę jeszcze nie wiem czy na lepsze).
Odcinek oglądało się miło, a ślub zawsze robi “dobrze” obyczajówce. A ja uwielbiam się wzruszać.
3,99 bobra będzie akurat :)


PS. Powiedzcie mi dlaczego charakteryzacja z ładnej Pani Kulig po raz kolejny robi takie czupiradło?