Szalenie się cieszę z sukcesów Joanny Kulig i “Zimnej Wojny”. Trzymam kciuki za kolejnego polskiego Oskara.
Jestem szczęśliwa, kiedy w radio słyszę piosenkę Pawła Domagały! Nota bene cudowny utwór.

Przy okazji portale plotkarskie rozpisują się o ciąży Pani Joanny. Gratulacje!

I tak się zastanawiam. Czy przy okazji rozwijania się na wielką skalę (i zmian w życiu prywatnym) nasi kochani aktorzy nie opuszczą produkcji?
Bardzo lubię “O mnie się nie martw”. Obecny sezon niekoniecznie.

Krzysztof jest w związku z Martą i ustalają szczegóły dotyczące ślubu. Nie będzie sukni - bezy, karocy, ani setek gości. Panna młoda w tej kwestii jest nieprzejednana. Jej narzeczony na wszystko potulnie się zgadza, bowiem jest zaabsorbowany karierą youtubera i tka sieć pomocy sąsiedzkiej.
I to najlepsze momenty odcinka.

Iga oburzona zakusami Sylwii pluje jadem w stronę najbliższych. Nawet biedne studentki nie będą miały teraz lekko.
Szkoda. Optymistyczna postać zostaje przebrana w strój “hetery”. Czas na permanentną inwigilację męża ;)

Dopiero zaczynamy główny wątek sezonu, a ja już jestem znużona.
Bawarski przyjaciel i dziennikarz mają jednego ojca - z banku nasienia.
Niebawem dojdzie do rozmów, a nawet pojednania rodziny. Wszystko to odbywa się kosztem czasu antenowego i spychania głównych postaci w krótkie, głupkowate scenki.
Jedyny plus to Pani Irenka, która ostatnio służyła jako niańka Zbyszka.

Ile razy jeszcze Paweł będzie się pytał Kuby o przyjaźń z Sylwią?
I w zasadzie po co nam ten cyrk? Singiel i singielka zazdrośni o siebie, nie potrafią poprowadzić żadnej logicznej rozmowy.

Nie wiem co ukrywa Monika, chociaż jasne jest, że ma to związek z Kaszubami.
Przynajmniej raz na kilkanaście minut musi być zbliżenie na zdjęcia, lub fotografię z przeszłości i demoniczne zdanie wypowiadane półszeptem ;)

Sprawa odcinka niezła i za to podniosę ocenę.
Całość niestety dryfuje w jakieś dziwne rejony. Ani to śmieszne, ani ciekawe.
(Na szczęście nie ma dzieci i dziwnej wdówki - uwodzicielki).
2,5 bobra.