Czyli urodziny Marcina przekładane innymi wydarzeniami.
Kilka słów poniżej.

Jestem zadowolona i odrobinę rozczarowana.

Bowiem w końcu doczekałam się ciekawej (chociaż sami przyznajcie, dość przewidywalnej) sprawy Sądowej. Z obsadą z wysokiej półki!
Maja Hirsch i Dariusz Wnuk dali radę - ale czuję lekki niedosyt. Takie nazwiska można było wykorzystać do lepiej napisanego wątku drugoplanowego.
Ale nie narzekam i dodaję jednego bobra ekstra za chęci i wiarygodność bohaterów ;)

Lubię Krzyśka, ale nie lubię kiedy jego postać szaleje z improwizacją i w zasadzie jest tylko dodatkiem do innych.
Albowiem kolejna rozmowa z dziećmi to nie mój klimat (już na to narzekałam w poprzednich sezonach), podobnie jak obrażanie kolegów i “staraj się rozśmieszyć Panią Hannę challenge”.
Nie zrozumcie mnie źle - ja uwielbiam naturalność Domagały i wszelkiego rodzaju dialogi, w których może się wykazać. Tak właśnie było podczas rozmowy ze specjalistą od Szekspira.
Wszystko inne w zasadzie nie miało “ładu ni składu”. Tak jakby scenarzyści pisali wątki i nagle ktoś wpada na pomysł - “tutaj też dajmy Małeckiego, on taki śmieszny jest”.

Podobne zastrzeżenie mam do Wojtka & Jacka i scen z ukrywaniem absztyfikanta Irenki.

Rozwiązała się zagadka “nierozpoznania”.
Jak na serial komediowy przystało Michał ma problem z identyfikacją twarzy. Choroba straszna i zdecydowanie może utrudnić życie.
Dziwię się jednak kobiecie, która przez taki “problem” popadła w depresję i kilka dni nie ruszała się z łóżka. Ciekawa jestem jak w takim razie radzi sobie z poważniejszymi sprawami.

Przejdźmy do konkretów.
Sylwia powoli rozpoczyna poszukiwania męża, który zostawił ją bez słowa. Znając życie i opis objawów zupełnie nie zdziwię się, kiedy na horyzoncie pojawi się kolejna przypadłość psychiczna…

Kobieta dodała dwa do dwóch i już wie, że tajemniczą ukochaną Pawła jest Asia (ciężko było nie zgadnąć - tak na marginesie ;)
Nasza restauratorka - delikatna, inteligenta i wrażliwa… Zachowała się kilkukrotnie jak dresiara ze szczątkami kultury osobistej ;)
Pamiętacie klasę, kiedy rozmawiała onegdaj z Igą?

Ona musi chyba bardzo kochać “chudą kostkę”, skoro walczy o niego jak lwica i nie przebiera w środkach.

Marcin miał kolorowe urodziny, a balony pompowane pompką powiewały nad stołami jak te, które trzeba napełniać drogim helem ;)
Uśmiałam się słysząc porównanie do jednego z moich bohaterów młodości “Ja kudłaty, durnowaty nie wiedziałem co to taty” :)
2,99 bobra.