Muszę nadganiać serialowe zaległości/Nowości bo wyjeżdżam na krótki, aczkolwiek długo wyczekiwany urlop.
Już jutro nowy odcinek, a ja zapraszam poniżej.

Po raz kolejny postać drugoplanowa wybiła się na prowadzenie. Iga jako Mata-Hari zupełnie wyblakła przy blasku Trytytki! :)
Katarzyna Ankudowicz była genialna w każdej scenie. Od trzymania kciuków podczas pisania listu procesowego (czy też pozwu nie wnikam), rozmów z przełożonym, przez krótki wyskok aby zaczerpnąć świeżego powietrza, kończąc na trafnym podsumowaniu nowego pracownika: “Podsłuchiwacz…Plotkarz! Goła kostka.” ;)

Z uwagi na to, że więcej było Pani Kasi Paweł Domagała pojawił się tylko kilka razy i w końcu nie był eksploatowany do granic możliwości.
Rozmowa z dziewczynkami, czy ukochaną to nic w porównaniu z kilkoma minutami w Kancelarii Zarzyckiego. Nawet kawki zrobił w zastępstwie bo “Potem tylko czaj i brutalni mężczyźni w tatuażach”. :)

Jak się nie uśmiechnąć słysząc pieszczotliwe pseudonimy. Kasztanek szukał Bukszpanka, ale to właśnie Trytytka (taka opaska zaciskowa) najbardziej mnie rozczuliła.

Sprawa odcinka, czyli córka, która pobierała pieniądze od matki zawiodła mnie na całej linii. Przecież dziewczyna nie rozwaliła ich na głupoty, tylko skończyła studia zgodnie z własnym sumieniem i ambicjami. Oczywiście panie ostatecznie się pogodziły, a wizyta w Sądzie była tylko zapychaczem.

Patrycji nie da się polubić. Nie mam pojęcia dlaczego ta wykształcona, majętna i urodziwa kobieta wpadła na pomysł wrabiania Krzyśka w gwałt. Głównym powodem jest jej były, którego jeszcze nie raz przyjdzie nam oglądać - do tej roli został wszak zatrudniony Mateusz Rusin.

Łukasz wraca do pracy, a Małecki będzie się oświadczał (to będzie niezłe!)

Drugi odcinek nadal zaliczam do udanych - serio! Ostatnio nas nie rozpieszczano, a teraz ta kolorowa opowiastka w końcu jest zjadliwa.
2,99 bobra.