Od kilku dni noszę się z napisaniem.
Szukałam pozytywów, oglądałam ostatnie odcinki i jestem gotowa na słów kilka.
Tytułem wstępu:
To był najnudniejszy i najbardziej niepotrzebny sezon w historii “O mnie się nie martw”.

Jeśli scenarzyści takich “Przyjaciółek” potrafią nas zaskoczyć i wzruszyć, to nie wiem dlaczego Ci od “OMSNM” śpią.
Może i nie śpią, tylko już całkiem olali sprawę i na siłę mordują projekt do końca?

Sezon jedenasty za nami, a napis “cdn” zwiastuje powrót w wiosennej ramówce.

Może czas przewietrzyć głowy, zainwestować odrobinę czasu i zrobić burzę mózgów, a przede wszystkim zapytać aktorów, których już w ogóle nie widać - czy chcą jeszcze się bawić w te klocki?

Połowa odpadła, najważniejsi wyjeżdżają w trakcie sezonu, lub znikają na długie tygodnie bez zapowiedzi.
Na siłę wprowadza się nowych, zaaferowanych (jak mama Krzyśka), a później “klap” i zsyłka pseudo wakacyjna.

Przejdźmy do rzeczy.
Pawełek i Sylwia nie istnieli. Ciąża, miłe słowa, kilka akcji w mieszkaniu.

Marcin i Karolina - jestem na Nie. Takiego braku chemii już dawno nie widziałam. Pocałunek w parku - brrr… Jakby całowali się członkowie rodziny.
Koniec żałoby, cieszę się, że nie ma nauczycielki, ale majacząca się w tle Asia również jest słabym wyborem.
Dajcie temu Kaszubie cokolwiek do grania.
Kto uwierzy w tą miłość zbudowaną na jednej rozmowie w windzie i kilku podobnych pierdołach? Kto kibicuje wiecznie niezdecydowanej mimozie - Joannie?

Nie lubię aplikantów.
Nawet z perspektywy czasu uważam Kostka za niedojdę, który tygodniami będzie analizował pojedyncze słowa wypowiedziane do Kaśki.
Marysia jest jakimś dziwnym tłem. Nie wiem po co wróciła.

Marek nagle się zakochał w Asi?
Dba o nią jak ojciec, ale niektóre akcje są niepokojące. Gdzie jest Pani Sędzia?

Temat zastępczy - fikcyjny ślub. Wałkowanie tej intrygi trwało długo, zabrało godziny, a wniosło do akcji wielkie nic. Podejrzewam, że za rok już nikt o tym nie wspomni.

+ Najważniejszy problem - brak Pawła Domagały. Postał w kątku, nie chciał iść się przebadać i tyle. Jedna rozmowa z Oliwką na zakończenie sezonu.
Wraz z nim zniknęło pół Żelaznej, warsztat, bistro, koledzy i pies. Zdechł również wątek komediowy.
Świetna Marta i kilka rozmów o macierzyństwie, którego nie doświadczyła, a którego pragnie najbardziej na świecie. W zasadzie tylko dla Pani Ankudowicz przebrnęłam przez ostatni sezon.

Tutaj jeszcze tli się pomysł i emocje. Niestety z powodu braku bohaterów temat jest poszarpany i ewidentnie pisany na kolanie.

Zastanawiam się po co jest cała reszta?
O potencjale Pani Irenki, czy taty Igi pisałam już ostatnio. Zamknęło się zniszczoną łazienką. Tomek i jego pogoń za króliczkiem - siłowe i można go śmiało wymazać.
Jacek gdzieś tli się w opowieściach Pantery. Sama dama z Milanówka zbladła nam strasznie i nawet już nie irytuje jak onegdaj. Szkoda, że tak konkretnie spaprano wizytę rodziców “gołej kostki”. Przecież można zrobić z tego mieszankę wybuchową. I tak dalej, i w tym guście.
Jak lubię ten serial za ciekawych bohaterów i koloryt, tak ostatnie odcinki udowodniły, że nikt już nie ma żadnego pomysłu

Szkoda.
Może tak jak na wstępie - warto zastanowić się nad jakimiś poważniejszymi zmianami?
Sezon na 1,99 bobra.