O mnie się nie martw – po Finale

No cóż wyczekałam do piątku, chociaż niemiłosiernie korciło mnie, aby odpalić odcinek w prapremierze.
Ciekawostki, zapowiedzi, informacje, zdjęcia, które wypłynęły dużo wcześniej zdecydowanie popsuły mi przyjemność z oglądania – przecież dzięki linkom na facebooku wiedziałam, że radość Marcina jest przedwczesna i to jego „papa” ostatecznie zostanie wspólnikiem Kancelarii.

Podobnie jak zdjęcia z Igą – cały epizod czekałam jedynie na to, aż na jaw wyjdzie zdrada, a raczej grzeszna przeszłość Gadomskiej i Kaszuba pożegna intrygantkę, aby trafić w ramiona przyjaciółki.
Oczywiście wydarzyło się to czego w polskim serialu nienawidzę.
Po męczeniu nas przez 13 odcinków prawdziwą karuzelą emocji z głównymi bohaterami w roli głównej, w ostatnich minutach (a raczej sekundach) zobaczyliśmy pościg taksówką i pocałunki Igi z mecenasem.
Gdzie rozmowa? Wyjaśnienie wszelkich sytuacji, przeprosiny, zgoda, jakieś romantyczne spojrzenia – cokolwiek?

I jak ja mam uwierzyć, że Małecką i Kaszubę łączy wielkie uczucie? Jakie są ku temu przesłanki w drugim sezonie?
Ona go obraża i nie wierzy w jego niewinność, wykorzystuje, po czym zdaje sobie sprawę, że go kocha, ale nie może wyznać uczuć, bo on już gniecie się w pościeli z koleżanką ze studiów.
On pomaga, ale urażony w jednej sekundzie przekreśla całą znajomość i leci na lep czułych słówek i pochlebstw.
Oboje zachowują się jak gówniarze, którzy sami nie wiedzą czego chcą.

Finał, a nawet pozbycie się Gadomskiej zupełnie mnie nie usatysfakcjonował.
Scenariusz był źle poprowadzony, a widownia dostała jakieś ochłapy, tylko po to aby pokazać nam „Happy end i Love story” zamknięte pocałunkami nad Wisłą.
Ja tego nie kupuję.

Napady amnezji Krzysztofa powinny zostać ograniczone do minimum. Sceny rozmowy z Ewelinką i „Judaszem” śmieszne, aczkolwiek sam pomysł, aby Małecki tracił przez większość czasu pamięć i pokazywał nam nowe odsłony swojej osobowości niczego nie wniosły, a tylko zabrały czas na inne, ważniejsze dla finału sprawy.

Jedynym plusem ostatniego odcinka była sprawa właścicielki kamienicy otumanionej przez młodego wilczka – cwanego wyłudzacza i złodzieja.
Sama nie wierzę, że to piszę, ale dzisiaj naprawdę bardzo podobała mi się Zielińska jako mecenas Curyło. Konkretna, empatyczna babka.

Pani Zofia Charewicz również bardzo przekonująca. Widać jak łatwo w tych czasach zmanipulować samotną, starszą kobietę, która bez wahania za minuty rozmowy z kimś życzliwym jest w stanie oddać majątek życia za bezcen.
Mam nadzieję, że Pani Amelia zamieszka w kamienicy i zostanie przyszywaną babcią mieszkańców.
„Laskoń Spieprzaj!” z ust nobliwej staruszki – bezcenne 🙂

Gdzie jest mąż Ewy? Czy sąsiadka wybierze opiekuńcze ramiona studenta? Na odpowiedzi musimy poczekać do września.

Na dokładkę wyróżniam jeszcze Martę – asystentkę, która swoją atencję do mecenasów rozkłada „jak wiatr zawieje”.

Za finał i nierealną scenę pojednania, która mnie zirytowała i Krzysztofa z napadami amnezji, które zabrały większość czasu odcinka tylko i aż:
2,5 bobra.

18 odpowiedzi do “O mnie się nie martw – po Finale”

  1. A ja w polskich serialach nienawidzę właśnie tego, że wszystko musi być przegadana, wyjaśnione, rozwałkowane na placek. I dlatego ujęła mnie ostatnia scena – kompletne pogubienie mecenasa i wspaniałomyślność Igi, która widząc to po prostu odpuszcza – wyjaśnienia, usprawiedliwienia i kajania się.

  2. niania a ja nie mówię, że temat musi być przegadany i wałkowany przez X odcinków jak w Modzie na Sukces czy w Klanie. Ale kompletnie nie rozumem sytuacji, kiedy po 12 godzinach z serialem, kiedy nijak nie ma się do zetknięcia głównych bohaterów następuje cudowne „klik” i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko wokół nich zamiera, a oni trwają w namiętnym pocałunku.

    Mam wrażenie, że to jakaś amnezja, a Iga zapomniała, że przed dosłownie chwilą jej ukochany całował się (i więcej) z jej konkurentką/oponentką. A jednak wpija mu się w usta…

  3. Coś poszło nie tak…- to myślę o finale. Krzysiek i jego powracająca amnezja to przerost formy nad treścią. Irytował mnie jak nigdy. Scena pojednania mnie rozczarowała. Iga ruszyła za Marcinem w pościg i rzuciła się na niego chyba w prezencie za to, że nie zauważył jej chwilę wcześniej pod kancelarią, że wgl „związał się” z Gadomską i zachowywał nie lepiej niż ona- jak gówniarz. Zrobił na złość i dostał nagrodę 🙂 ja też właśnie straciłam wiarę w to ich wielkie uczucie. Liczyłam na chociaż kilka zdań w których chociaż jedno starczyłoby, aby wyjaśnić ważne kwestie. Tego zabrakło. Aż razi. Nie jestem zwolenniczką wywodów, ale nie lubię też zamiatania pewnych kwestii pod dywan i takiego pójścia w banał jak w ostatniej scenie. Tamten sezon również zakończył się pościgiem, aczkolwiek okoliczności nie pozwoliły na wielki pocałunek… Jestem ciekawa co będzie z Asią i Adamem.

  4. Mi też jak pisałam wcześniej zabrakło rozmowy Marcina i Igi, wyjaśnienia nieporozumień między nimi. A także po późniejszym przemyśleniu konfrontacji Igi i Magdy, te panie również mają wiele do pomówienia.
    Fajna dla mnie scena jak mecenas Zarzycki przyłapał Aśkę i Adama na pocałunkach. Coś Adam wyszedł smutny a przecież dowiedział się że Asia jest z nim szczęśliwa.

  5. pomimo że jestem wielką fanką OMSNM to uważam, że finał był zwieńczeniem całego bardzo słabego sezonu. Mam wrażenie, że scenariusz był pisany na szybko, „na kolanie”, wątki pomieszane, pogubione, brak spójności. Pomijam już kwestię tej rozmowy – jednym było to potrzebne innym nie. Mnie chodzi o całokształt, postaci rozpisane jakby miały schizofrenię

  6. A to nie wiedziałam,że Adam ma żonę.
    To dziwne,że nawet Marcin o tym nie wiedział i nie ostrzegł Asi

  7. Naprawdę uważacie, że to jest serial pisany na kolanie? No sorry, ale jeśli tak, to co powiedzieć o Przyjaciółkach pisanych jak zwykła telenowela z oddzielonymi osobnymi wątkami. A o środkowych sezonach Agaty? Nie każdy producent zapewnia taki luz jaki mają twórcy Rancza – 13 odcinków na rok. W tamtych produkcjach jest dwa razy tyle, czyli pewnie praktycznie bez chwili oddechu i mozliwości złapania dystansu – ktoś o tym już zreszta tu pisał w innym wątku niedawno

  8. ja nie oglądam ani Prawa agaty ani przyjaciółek (wymiękłam po kilku seriach…). OMSNM był super w 1 transzy, bo było to o Idze i Marcinie, a ta druga to często w jednym odcinku parę spojrzeń i tyle. Ja nie mówię, że mają się obściskiwać gdzie popadnie, ale mogliby nam pokazać jak ci bohaterowie się poznają jako osoby (a nie jakieś wymyślne kłótnie..)

  9. niania nie oszukujmy się pierwszy sezon OMSNM w porównaniu do drugiego był zdecydowanie lepiej dopracowany. Już to ktoś kiedyś pisał, ze polskie produkcie mają to do siebie że robi się zamówienie na pierwszy sezon, a jak ten okaże się dobry to dopiero pisze się drugi, trzeci. Wtedy te scenariusze nie mają być prawa dopracowane bo powstają bardzo szybko, bo już trzeba kręcić itd.
    Jeśli chodzi o PA to jak każdy serial miała lepsze i gorsze odcinki, ale ogólnie był to dobrze napisany scenariusz. Takim najsłabszym sezonem uznałabym dopiero 4 sezon.

  10. W morzu krytyki serialu pewnie zostanę starty na proch za to, że go nie podzielam Waszej niechęci do drugiego sezonu. Owszem, nie wszystko było jednoznaczne, nie wszystko widzowi zostało podane na tacy, ale czy dobra produkcja ma polegać na łopatologicznej wymianie zdań pomiędzy bohaterami? Serial komediowy, napisany z przymrużeniem oka, ze świetną obsadą aktorską chyba nie zasłużył sobie na takie baty?;)

    Zgodzę z tym, że miejscami Krzyśka było nadmiar. Szczególnie w ostatnim odcinku, który mógł, tak aluzyjnie patrząc, obrazić uczucia wierzącej części widzów. Symbole i język, którym przemawia bohater mówią same za siebie;)

    Drugi sezon, jeśli chodzi o Igę i Marcina, był okresem próby. Iga boi się deklaracji, a Marcin obiecującym kąskiem nie jest. Od początku dał się poznać jako babiarz i oszust;) Zresztą po finale ja wcale nie jestem przekonany, że to był taki happy end love story, bo równie dobrze mogło to być pojednanie przyjaciół;) Na pewno w trzecim sezonie będą schody i kto wie, czy nie ze strony Gadomskiej lub rodziny Marcina. Senior Kaszuba dał się poznać jako amator dużo młodszych od siebie kobiet. Kto wie, czy nie będzie narzucał się Marcie lub Idze?…

    Wracając do podsumowania sezonu – obiecująco rozwinęły się nowe wątki. Wiktora i Beaty, Joasi i Adama, pani Irenki, Marty i kamienicy, więc proszę nie jęczeć;) Ewentualne niedopracowanie wynika z nadmiaru w niektórych odcinkach Krzyśka, który innym postaciom nie pozwolił dojść do głosu;)

    Niemniej jednak jego wykonanie „Kocham cię Igunia..”, mimo okoliczności, na długo pozostanie w pamięci widzów:)

    Za cały sezon śmiało daję cztery tłuste bobry, a Wy?;)

  11. A i owszem, bo nie wierzę, że będzie lekko, więc scenarzyści tą sceną zostawili sobie furtkę na trzeci sezon;)

  12. Generalnie uważam że nie był to zły sezon, ale w porównaniu do pierwszego był wyraźnie słabszy. O ile pierwszy sezon z chęcią jeszcze raz obejrzę, jak będę miała czas, to o tyle z sezonu 2 mam ochotę obejrzeć tylko ze 2-3 odcinki, nie więcej.
    Nie będę oszukiwała ale dwa ostatnie odcinki były przewijane, bo mnie nudziły, a w pierwszym sezonie tego nie było.

  13. Ja uważam, że ogólnie II sezon nie był zły. Finałowy odcinek niestety mnie trochę rozczarował. Liczyłam że Iga przeprosi Marcina oraz dojdzie do rozmowy Magdy i Igi.
    W drugim sezonie wiele było dobrych momentów. Przede wszystkim mini koncert Krzyśka, trio Irenka, Krzyś i Filip, które rozbawiało mnie w tym sezonie. Liczę na powrót Filipa w trzecim sezonie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *