Jedyna nowość tej jesieni i to od TVP2!
Dla tych, którzy czekają do piątku - poniżej znajdziecie informacje, które mogą zepsuć Wam epizod.

Czytałam mnóstwo informacji o tym serialu, włącznie z tymi od ważnych gazet i portali zajmującymi się promocją. Dowiedziałam się, że to będzie “Hit jesieni”.
Mało tego po opisach, filmikach i newsach na facebooku sama nazwałam “O mnie się nie martw” nową “Magdą M.”
Bardzo mi przykro ale po emisji pilota wycofuję swoje słowa.
Na razie na “Magdę M.” zupełnie się nie zanosi…
Aby dobrze ocenić serial i utwierdzić się w przekonaniu oglądałam odcinek dwukrotnie. I chociaż nie czytałam żadnych informacji, to pisane przez Was komentarze wpadły mi w oko. Jedna z osób potwierdziła to co chciałam od początku napisać. Nowy serial TVP2 nie przypomina “Magdy M.” czy “Prawa Agaty” tylko “Samą Słodycz”.
To oczywiście moje zdanie po JEDYNIE jednym odcinku. Uwierzcie mi bardzo bym chciała odszczekać tą recenzję i niebawem napisać, że to Hit jesieni.
I naprawdę trzymam kciuki.

Komedia pomyłek. To hasło cisnęło mi się przez całą emisję premierowego odcinka. I z minuty na minutę byłam coraz bardziej zawiedziona.

Poznaliśmy Igę - w tej roli Joanna Kulig, która wygląda za młodo na matkę dwójki dzieci. To zdanie napisałam tylko po to, aby skomplementować urodę aktorki. Zdaję sobie sprawę, że bardzo młode dziewczyny rodzą dzieci i wyglądają rewelacyjnie, kiedy ich pociechy idą do szkoły.
Będę się czepiać zupełnie z innych powodów.

- Eksmisja byłego męża. W zasadzie w ogóle nie dziwię się głównej bohaterce. Jeden, z ojców jej dziecka to poważny wrzód “na tyłku”.  Nie płaci alimentów na córkę, cały czas szuka pomysłu na biznes, nie płaci czynszu, zalega w mieszkaniu za kotarą i sprowadza kochankę.
Sama byłabym wściekła.
Ale rozprawa o eksmisję była dla mnie niezrozumiała. Dlaczego Sąd nie wziął pod uwagę żadnych argumentów kobiety i obarczył ją kosztami? Przecież wystarczy pokazać kto płaci za mieszkanie, wystarczy pokazać konto bankowe - na którym od dawna nie ma żadnych wpłat tytułem alimentów, trzeba koniecznie mieć ze sobą jakieś dokumenty, bilingi, świadków!
Jak jeden adwokat może przekonać Sąd, że mąż - truteń to nic wielkiego i może zostać w mieszkaniu wraz z byłą żoną i małoletnimi córkami?

Dlaczego tylko Inga ma się tłumaczyć z powodu utraty pracy, a jej mąż nie musi pojawiać się na rozprawie?  Ba jego wyszczekana adwokatka nie musiała przedstawić żadnego papierka z pieczątką o zatrudnieniu jej pełnomocnika?
Jakim cudem scenarzystom wpadł do głowy pomysł, aby straszyć bohaterkę pozbawieniem jej praw do dzieci? To nie dzieje się nawet, kiedy ojciec zarabia krocie, a matka ledwie wiąże koniec z końcem. Trzeba naprawdę mocnych argumentów aby Sąd chciał oddać dzieciaki pod opiekę ojca (np. pamiętacie film pt.”Tato”? Nawet choroba psychiczna matki nie była powodem, aby ojciec miał prawo do opieki nad córką).

- Pieniądze od adwokata.
Rozumiem, że zeźlona Jadwiga, która właśnie straciła pracę i kolejne 600zł na opłacenie sprawy o eksmisję mogła wpaść do swojego pełnomocnika z awanturą. Nie mam pojęcia jakim cudem udało jej się znaleźć prywatny adres prawnika, który prowadzi Kancelarię. To są dane objęte ścisłą tajemnicą, właśnie po to, aby niezadowoleni z decyzji Sądu ludzie nie mogli non stop wpadać i wygrażać swoim adwokatom.
Ale ja chcę napisać o zupełnie czymś innym.
Młody prawnik przyłapany na “bumelowaniu” pierwotnie wyśmiał matkę dwóch córek, która chciała odzyskać pieniądze za brak pełnomocnictwa, przegraną sprawę i grosze ze skarbonek córek (też nie rozumiem dlaczego miałby płacić za naiwność dzieci). Jednakże, kiedy kobieta już wychodziła z jego mieszkania, bez grosza, z honorem i obrzucając go inwektywami - on powiedział “Oddam Pani te pieniądze”. Być może ruszyło go sumienie. Nie wnikam.

Dlaczego mu nie odpuściła? Przecież minutę wcześniej sama zdecydowała, że go obrazi i wyjdzie, trzaskając drzwiami. Przecież mógł jej te pieniądze oddać w dowolnym terminie/ wysłać na konto - pamiętajcie Ona już wychodziła.
I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Inga zmienia się w osobę, która chce całą sumę Teraz/Już/Natychmiast.

- Pieniądze adwokata
Konto młodego adwokata świeci pustkami. Hę?
Przecież jak wiemy jest bardzo popularny, zapracowany (wiemy, że wrócił z zakrapianej imprezy z bogatymi przedsiębiorcami). Ma nawet zegarek za kilkadziesiąt tysięcy złotych!
W weekend wydał 500 + 500zł + 4 tysiące na ubrania.
Bez urazy. Ale czytając głupie fora, czy oglądając np. “Rozmowy w toku” wiemy, że na imprezy można wydać większe sumy. Zwykłe kino z dziećmi + popcorn, przekąski i napoje (z dojazdem) to jakieś 150zł. Dodatkowo McDonald to kolejne 100zł.
Nie mówiąc już zakupach, czy spełnianiu jakichkolwiek zachcianek odzieżowych.
Adwokat wydał prawie 5 tysięcy złotych przez weekend. Ale pobalował i w tej kwocie zawarte są markowe ubrania. Znam “zwykłe” osoby, które przez weekend wydają podobne sumy.
Biedny ten adwokacina. Nierealny.
Gdyby kupił jacht, biżuterię, czy ekscentryczny samochód byłabym w stanie uwierzyć, że ma puste konto.
To naprawdę nie było 50 tysięcy, ani pół miliona…

Kochanka, której nie mówi się prawdy - irytująca maksymalnie. Inga - sprzątaczka. Też uważam, że żadna praca nie hańbi i panie, które “ogarniają” nasz prywatny bałagan nie powinny się wstydzić, że to robią. Tym bardziej, że wiemy, że Jadwiga ma dwójkę dzieci, z dwójka ojców, jednak nie wiemy jakie ma wykształcenie.
Na plus - Paweł Domagała jako wieczny chłopiec, który kupuje córce i pasierbicy karton zupek w proszku.
Na kolejny minus Katarzyna Zielińska. Czy każda jej nowa rola musi być dokładnie taka sama? Wredne babsko bez krztyny empatii…

O Katarzynie Maciąg nic nie napiszę - była za krótko.

Jakim cudem ona pokocha jego? Nie mam pojęcia. Stefan Pawłowski ma być nowym amantem i uwodzicielem nastoletnich fanek. Do Filipa Bobka sporo mu jednak brakuje (a jak wiecie, nigdy nie byłam największym fanem urody  Bobka).
Brakuje mu iskry, spojrzenia, “dołeczków” i całej otoczki. Być może to niebawem się zmieni. Jak na razie nic mnie nie intryguje.

Nie pasują do siebie na pierwszy rzut oka. Na drugi również. Czekam niecierpliwie na rozwój wydarzeń (To na +)

Wiecie, że uwielbiam Joannę Kulig. W zasadzie jej nazwisko sprawiło, że podniosłam tak wysoko poprzeczkę. Zapowiadano również, że serial będzie obyczajowo - komediowy. Na razie z komediowych wątków rozbawiła mnie jedynie pokaźna kolekcja filmów na kasetach VHS i stwierdzenie byłego męża, że niebawem wideo ponownie wróci do łask - jak adaptery.

Po pierwszym odcinku “Przepisu na życie” wiedziałam i pisałam. To będzie hit, który pokochają tysiące/miliony Polaków. Dokładnie tak samo wiedziałam/pisałam po premierze “To nie koniec świata”. Uwielbiam seriale oparte na oryginalnych scenariuszach. Lekkie, łatwe i przyjemne. Ale dobrze napisane - z ciekawymi dialogami i grą aktorską. Takie, których odcinków nie możemy się doczekać. Takie, gdzie bohaterowie drugoplanowi są rewelacyjni i ich perypetie przebijają naszych ulubieńców.
Tutaj czegoś takiego nie znalazłam.
Owszem to rozrywka. Owszem to serial na zimne, deszczowe dni. Zgadza się, to miła dla oka produkcja. Ale to nie jest serial, na który będę czekać z wypiekami na twarzy.
Szkoda, bo kocham Kulig i Domagałę.
Na dobry początek, tak alby mieć odniesienie do kolejnych epizodów i móc je chwalić.
2,5 bobra.