O mnie się nie martw „Prędzej umrę” – po odcinku 12

W prapremierze przedostatni odcinek.
Za tydzień finał i „wielka niespodzianka”.

A cóż to dla nas przygotowano tym razem?
Zapraszam poniżej.

Rozwiązała się największa tajemnica sezonu – poznaliśmy Igora.
W tej roli przystojny jak zwykle Kamil Kula.
Nie można mu odmówić diabolicznego uroku. Kilka chwil rozmowy i porzucona żona zaczyna się tłumaczyć i przepraszać. Taka polska odpowiedź na Lucyfera z USA 😉

W tle jest dobry Marcin, ratunek na każdą okazję. Zauroczona Sylwia w końcu dopięła swego i wbiła się ustami w przełożonego.
Później tradycyjnie ucieczka z samochodu i łkanie w ramionach członka rodziny.
Nuda.
Wcześniej wylewałam swoje żale na postać, którą naprawdę na przestrzeni odcinków polubiłam. I już mi się nie chce powtarzać. Po raz kolejny scenarzyści poszli po linii najmniejszego oporu i wstawili do wątku Kaszuby intrygantkę.

Adam się ogolił, chociaż dla podkręcenia smutku nadal nosi koszulkę z dziurą na brzuchu 😉
Z tego co wiem to faktur już od dłuższego czasu nie trzeba podpisywać. Rachunki płaci się z utargów, a zamówienia można dokończyć. Naprawdę nie wiem co Asia robi w restauracji – poza paradowaniem w pięknych strojach. Nie wierzę, że nie ma dostępu do firmowego konta, czy innych „atrakcji”.
Musiał być jednak jakiś powód, aby zjawiła się w „dziupli” byłego.
I usłyszała kilka gorzkich słów, z którymi się zgadzam/i nie 😉
Z tego co pamiętam to mąż wyjechał, aby pospłacać długi. Dom miał być niespodzianką dla ukochanej „księżniczki”.
A to, że Radecki wcześniej, czy później wykręci się z relacji z rozwódką też jest dla mnie jasne. Nie widzę go w statecznym związku.
W zasadzie już odgonił ją od szpitalnego łoża boleści i nie dane jej było poznać połowy rodziny.

Sceny Marcina Korcza zaliczam do najlepszych w odcinku.
Wiła się biedula w gorączce, ale strach przed szpitalem był mocniejszy. Dobrze, że na pokładzie zjawili się uczynni współpracownicy.
Muszę przyznać, że pomimo komediowego charakteru scenki aktor nie pojechał „Dagmarem”. I to jest duży plus.
(Tak to już jest. Facet nie ma kataru – on walczy o życie, więc w przypadku zapalenia wyrostka… fiu fiu 😉

Sprawa odcinka szybka i bezbolesna. Nawet o niej zapomniałam, więc nie ma co się rozwodzić.

Nasza ulubiona „pantera” wpadła w oko Jackowi. Zdrada z konsekwencjami już była, czas na miłość „od pierwszego wrażenia” 😉 Tylko co na to Ewelinka?
Wojtek zainteresował się kudłatą siostrą, jednak w tym sezonie już nic z tego nie będzie. Ale może w przyszłości?

Odcinek lepszy niż poprzednio.
Aczkolwiek jestem zła na Sylwię. A raczej na scenarzystów.
I co z tym ślubem Krzyśka i Marty? Taki potencjał zmarnować, a męczyć widzów pierdołami… Ech.
2,99 bobra.

6 odpowiedzi do “O mnie się nie martw „Prędzej umrę” – po odcinku 12”

  1. Będzie się działo, bo wróci Iga, a tymczasem, jak napisała Adminka, nuda. Tylko że nie taka jak na rybach, co to nic się między parą nie dzieje, a jest fajnie;)

    Z odcinka na odcinek już sam nie wiem, kto mnie bardziej irytuje, pechowa mężatka, czy sama aktorka. Jakoś te miny i gesty, trzepotanie rzęsami są mało autentyczne.

    Jej mąż, no cóż, pewnie namiesza w kolejnej serii. Kto wie, czy nie będzie kalki ze sceny finałowej Przyjaciółek, bo masa treściowa popularnych seriali wszystko przyjmie. Jeśli Igorek podniesie rękę na Marcina, to….

    Nie tylko ja odnoszę wrażenie, że hipochondryczny Radecki już się Aśką pobawił. No chyba, że ta niechęć jest chwilowa, spowodowana stanem chorobowym neurotyka Gołej Kostki.

    Jacusia, jak widać ciągnie do mamusiek. Najpierw nie potrafił się przeciwstawić włąsnej matce w kwestii związku z Ewelinką, potem była przygoda z Panią Krawcową, a teraz jest chemia z macochą kumpla. Oby nie przedobrzyć, bo pani Kurowska gra ostro.

  2. Sylwia wyznaje chyba zasadę jak nas wyrzucają drzwiami to wejdę oknem. Tyle razy próbować i w końcu dopięła swego. Jakoś tak nie widzę tego ślubu za tydzień.
    Tylko ja żadnej chemii między Sylwią, a Marcinem nie widzę. Na pewno nie z jego strony.
    Marcin Korcz który boi się szpitali uroczy.

  3. A ja lubię Sylwię. Ona się po prostu zakochała, Marcin też ponosi za to winę, bo nie skrócił tego dystansu między nimi, był dla niej tak uroczo miły, że… wpadła. I ja też nie widzę tego ślubu za tydzień.

  4. Kula grał inaczej niż w Przyjaciółkach. Tam taki rozmemłany pantofel, a tutaj… Trzy minutki i nazwałam go Lucyferem 🙂

    Ja też lubię Sylwię. I trzepotu rzęsami nie zauważam, a doceniam wszystkie naturalne scenki z tubylcami. Tylko cała sytuacja mnie wkurza. Świetna ciocia, z której wychodzi intrygantka. Chemii nie ma, bo Marcin tego nie chce. Ale ile może jeszcze odwracać głowę na zakusy podwładnej?
    Jak dla mnie nadaje się do zwolnienia, lub przejęcia przez Pawełka.
    🙂

  5. Ja też odbierałam pozytywnie postać Sylwii i ją lubiłam do 12 odcinka. I już nawet nie chodzi o ten nieszczęsny pocałunek, ale wychodzi na to że ona jest dwulicowa. Dwa razy została odrzucona ale i tak nie odpuszcza. Mam wrażenie że to wina rodziców, którzy wychowali ją w przeświadczeniu ze wszystko jej się należy. A poza tym wcale nie jest taka inna niż jej mąż. Też jedzie dość szybko po witrażu i ciekawe czy wypadniego z niego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *