O mnie się nie martw – „Słodki Jezu” – po finale

Nadrabiania zaległości ciąg dalszy.
Dzisiaj krótkie podsumowanie wydarzeń w „O mnie się nie martw”.
Przyznaję, że serial z odcinka na odcinek zdobywa moje uznanie, jednak nie jestem w nim szaleńczo zakochana –  w przeciwieństwie do Pawła Domagały, którego rolę po prostu uwielbiam.
Krzysiek to najmocniejszy punkt każdego odcinka.

Mieliście rację. Modlitwa do Matki Boskiej i intonacja „Lulajże Jezuniu” rozłożyła mnie na łopatki 🙂

To geniusz komedii nad którym nadal się rozpływam.

Ale, że to nie serial „O Krzyśka się nie martw” muszę skupić się również na innych wydarzeniach 😉

Przede wszystkim nadal fizycznie boli mnie patrzenie na grę aktorską Eweliny Serafin, która wciela się w głupią blondynkę. Szczególnie przy scenach z Joanną Kulig widać różnicę w poziomie aktorskim.
Ja wiem, rozumiem, że ma być przerysowanym dodatkiem do wydarzeń u głównych bohaterów, ale coś idzie w złą stronę.

Marcin przyznał się Asi do pomyłki z pierścionkiem, a ona zareagowała jak prawdziwa dama. Pewnie niejedna z nas będąc na jej miejscu zdzieliłaby pyszałkowatego „mecenasika” po twarzy.
A tutaj proszę – kilka łez i szybka decyzja o wyjeździe, aby ochłonąć i pozbierać myśli.
(PS. Jak to dobrze pracować u ojca, który pozwoli na urlop w każdym momencie – prawda? 😉 I jeszcze jedna sprawa – kim w Kancelarii jest tak właściwie Joanna? Mamy sekretarkę Martę, która również jest asystentką prawników, mamy Igę, która sprząta i Asię. Czy dla trójki adwokatów trzy pracownice to nie za wiele?)

Okazało się, że Biczyński bił i dręczył swoją żonę.
Tyran, któremu wydaje się, że posiadanie pieniędzy wszystko tłumaczy.
Muszę przyznać, że dom do którego przywiózł Igę był po prostu piękny (chociaż pomyślałam sobie kto będzie sprzątał te wszystkie metry kwadratowe marmurów i odpowiedź była w zasadzie oczywista ;).
Niestety jego ukochana na widok rowerków, przepychu, a nawet bujnie wyposażonej garderoby nie padła na kolana, a raczej kolanem uderzyła w najczulsze miejsce biznesmena.

Była ucieczka i wypadek.

Marcin nie umiał powstrzymać emocji na sali sądowej. Niby zrobił to co mu dyktowało serce, jednak dziwię się, że oczerniając klienta nie pomyślał o swojej przyszłości i karierze w zawodzie prawnika.
No cóż, to taki serial, w którym bohaterowie nie zawsze kierują się rozsądkiem.

Mam sporego minusa do przyznania – za scenę obiadu. Adwokat z klientem idą w przerwie procesu na wino. Ja wiem, że nie spotkali się na libacji alkoholowej, aczkolwiek Panowie powinni zdawać sobie sprawę, że tego samego dnia będą prowadzić samochody – a nawet kieliszek wina + pojazd mechaniczny może zniszczyć życie.

Czytałam w komentarzach, że w finale Marcin zdał sobie sprawę, że kocha Igę. Ja tego nie zauważyłam.
Powtarzam się i zdaję sobie z tego sprawę.
Sceny pocieszenia kobiety w szpitalu uzmysłowiły mi, że byliby takim wspaniałym rodzeństwem 🙂

Finał obfitował w mnóstwo wydarzeń, chociaż na główny plan wysunął się wątek psychopatycznego Biczyńskiego.
Za sceny w Sądzie, za ostateczne pożegnanie z biznesmenem, a przede wszystkim za Krzyśka i jego modlitwy:
3,5 bobra.

3 odpowiedzi do “O mnie się nie martw – „Słodki Jezu” – po finale”

  1. 3 i pół bobra? Ale sknera z Ciebie;) Rzeczywiście, odcinek skradł Krzysiek. I w szpitalu, i potem. Jego „nawrócenie” to doskonała parodia polskiej twórczości romantycznej:) Kolęda latem? Cóż, czasem się zdarza. Swego czasu, kilkuletnie dziecko moich znajomych, w lipcu, w poczekalni u lekarza, śpiewało właśnie „Lulajże Jezuniu”, ku ogromnemu zawstydzeniu rodziców, więc poziom emocjonalny Krzyśka jakby był tu oczywisty 😀

    Ewelinka wirtuozem gry aktorskiej wprawdzie nie jest, ale jako infantylna blondi de stołeczne doły społeczne się mieści. Scena z paluszkiem wskazującym mnie rozwaliła. A Joanna Kulig, co oczywiste, jest tylko jedna;)

    Marcinem targają emocje i w sądzie było widać, że nie potrafił oddzielić spraw prywatnych od zawodowych. Górę w Kaszubie bierze już nie mecenas, pełnomocnik Igi, a po prostu samiec. Może nie alfa, ale coś jest na rzeczy, bo afera Małecki vs Biczyński, sprawia, że zbiera się na odwagę i przed szefem przyznaje się do pomyłkowych zaręczyn.

    Aśka, która w kancelarii pełni funkcję, jak na moje oko, kierownika administracyjnego, po raz n-ty zachowała się jak dziewczyna z dobrego domu, z klasą. Jej spotkanie z Tomkiem po zerwaniu – godnie uwagi. Podobnie, jak tekst Zarzyckiego do Kaszuby: ” Co ty pieprzysz? Przecież to jest moja córka!”;)

    Co do Biczyńskiego, jeszcze pewnie Kaszubie napsuje niemało krwi. Tymczasem okazało się, że to typ, który mimo tego, że do swoich racji dochodzi prawem pięści i przekupstwem – ma fantazję godną Ludwika Bawarskiego. Pośród lasów, z dala przed ludzkim wzrokiem przygotował dla nowej partnerki i jej dzieci sterylnie piękny dworek. Ciekawe, co by było, gdyby klocki w pedantycznej układance biznesmena pewnego pięknego dnia zaczęły się sypać? Bo dziewczynki trzeba odwieźć do szkoły, bo książki i ubrania zalegają na marmurowych posadzkach?….

    Było, nie było, Idze na odsiecz pognał Marcin, nie Krzysiek, który, gdyby pojechał z Kaszubą, pewnie narobiłby takiego zamieszania, że ściągnąłby kilka radiowozów policji i straży pożarnej:) Tymczasem, mimo że Iga „chyba zabiła mecenasa”, różowe napisy zapowiedziały cdn:)

    Ze względu na to, że w ostatnim odcinku – utrzymanym w tempie jazdy na ostrych krawędziach – dużo się działo, za niby pechową po liczbie „13” daję 4 i pół bobra:)

  2. Przyznam, że jestem trochę zaskoczony. Większość upomina się o serial, recenzje Adminki, ale nikt nie wypowiedział się pod Jej oceną finałowego odcinka;)

  3. Odcinek był świetny 🙂
    Zgadzam z się ze Zdziśkiem:) Ja też bym dała 4, 5 bobra.

    Krzysiek the best 😀
    a ten jego tekst: Państwo Skuteczni mnie rozwalił. Czyżby Krzycho umiał przewidywać przyszłość? 😛

    Według mnie w tym odcinku ewidentnie widać, że Marcinem targają różne emocje. Pytanie jest kiedy on sobie wreszcie uświadomi, że Iga jest dla niego najważniejsza?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *