Połowa “strzeliła” kilka tygodni temu, a ja się nie mogę zabrać.
Nie chcę też być wredną marudą i czekałam na wydarzenia, które drastycznie zmienią moje zdanie o tej serii ;)
Jak słusznie podejrzewacie nic takiego się nie stało.

Cieszyłam się na mamę Krzyśka i powiew humoru.
Wyszło jak widać. Sceny z Danusią są przerysowane do granic możliwości. Nawet szalona pantera blednie.
Niby kobieta zaczyna rozumieć, że wyrządziła synowi w dzieciństwie ogromną krzywdę, niby zaczyna się zmieniać, ale jeszcze nic z tego nie wynika.
Pojawił się amerykański narzeczony, więc jeszcze nie napiszę o zmarnowanym potencjale ;)

Krzysiek całkiem zniknął. Rozmowa o braku dzieci, scenka z koleżkami, stanie w kącie i krnąbrna mama. Tyle.
Paweł Domagała pracuje m.in. na planie “Żmijowiska”, sprzedaje koncerty, więc nie dziwię się, że odrobinę odpuścił sobie “O mnie się nie martw”.
Niestety widownia w zamian nie dostała nic ciekawego.

Zastępstwem jest Podhalski i jego umizgi do rudowłosej prawniczki, oraz fikcyjny ślub Aśki.
Szkoda czasu na te bzdury.
Niestety ewidentnie nie było już pomysłu na jedenasty sezon i musimy mordować się z bohaterami, których niekoniecznie lubimy i którzy niczego ciekawego do produkcji nie wnoszą.

Sprawę odrobinę ratuje Sylwia i Paweł, którzy szczęśliwi oczekują na dziecko. Sielanka pomimo wielu plusów, ma jednak jeden poważny minus - Nuda ;)
Nie emocjonujemy się już życiem tej parki, nie zastanawiamy się kiedy do siebie wrócą i czy zza rogu nie wyskoczy kolejny “pilot”.

Pozostał jeszcze Marcin, który powoli wychodzi z żałoby.
Niestety jego przygody opierają się na życiu domowym i dzieciakach. Potencjalne kandydatki są dobrane beznadziejnie. Nauczycielka, powracająca Asia, a teraz Karolina. Niestety wszystko wskazuje na to, że ta ostatnia bardziej wgryzie się w życiorys Kaszuby.

Scenariusz jest dramatycznie słaby. Setki rozmów o niczym, idiotyczne zachowania i balansowanie na krawędzi kiczu.

To może na osłodę napiszę co mi się podoba.
“Zezowata” Kaśka z Konstantym dają radę. Jak nie mogłam patrzeć na okularnika w poprzednim sezonie, tak teraz go kupuję z całym inwentarzem. Nieśmiałe podchody, delikatność i spokój.
Zbyszek.
Feliks Probola ma wdzięk i wrodzoną naturalność. Mały mistrz improwizacji.
+ Marta i jej kilkuminutowa rozmowa o braku potomstwa. Gdyby komuś się chciało to jeszcze pociągnąć…

Czy dziecko i trzecioplanowy wątek ratują serial?
Ano nie.

Oglądam nadal, bowiem sentyment pozostał. Szkoda jedynie, że z produkcji z galerią ciekawych postaci robi się ostatnią odsłonę “Szpilek na Giewoncie”.
1,5 bobra - po 8 odcinkach.

(Ps. Aśka i jej fikcyjny ślub. Za dużo tego. Niby pomaga człowiekowi, ale widz skupia się na spotkaniach w kawiarni, na bezużytecznych naukach jak się wymawia poprawnie nazwę naleśnika z mięsem, czy dyrdymałach związanych z nauką tańca.
Gdzie jest jej historia?)