Zrobiłam sobie poranny maraton z nowościami, a na deser zostawiłam prapremierę O mnie się nie martw.
I szczerze mówiąc to na sprawdzonym formacie bawiłam się najlepiej ;)

Kilka słów poniżej.

Krzysztof przyjął spadek i skonfrontował się z macochą.
Oczywiście, że cała akcja w Sądzie była mocno przesadzona - od uśmieszków, całusków, na kłótni i inwektywach kończąc. Ale zupełnie mi to nie przeszkadzało.
Widać, że Pani Kurowska idealnie wkomponowała się w improwizację Domagały - i na takich krótkich głupotkach mogą poprzestać. Jeśli scenarzyści będą chcieli mocniej rozwijać ten wątek, to zdecydowanie przedobrzą.

Marcin zaczął wysyłać sprośne smsy do Sylwii.
Ani przez myśl mi nie przeszło, że to on może być nadawcą - podejrzewałam nawet Pawła o głupie żarciki.
Wszystko okazało się pomyłką - cóż dwie Małeckie w telefonie nieczęsto się zdarzają ;)

Sylwia zachowała się przyzwoicie, chociaż sytuacja mogła być rozwiązana po pierwszej wiadomości. Macham na to ręką i przechodzę dalej.
Świetna rozmowa w samochodzie Pawła. Szkoda, że “goła kostka” uparł się na rozwalenie małżeństwa Asi - stażystka ewidentnie czuje do niego miętę.
Kobieta zaimponowała mi negocjacjami w Kancelarii - tym bardziej, że Radecki zachował się jak buc. Człowiek przychodzi po pomoc, a prawnik twierdzi, że nie ma czasu na słuchanie głupot i przepychanek. No SORRY! Przecież właśnie za to Ci płacą!

Sprawa odcinka na duży plus. Zawodowi aktorzy, ciekawa konfrontacja, bez przeciągania czasu. Jestem ukontentowana.
A do baru o nazwie “Na kielicha u Zdzicha” sama bym wpadła :)

Jedyne co mnie nadal martwi, a jednocześnie bawi do łez, to wybujałe oczekiwania Martusi. Spadek, spadkiem - Trytytka TERAZ chce domku pod miastem z pieskiem, białym płotkiem i co najważniejsze -  piwniczką winną, która prestiż podnosi.
Nie zazdroszczę Krzyśkowi perspektywy wyjazdu do UK, żeby na to wszystko zarobić.

Odcinek oceniam bardzo wysoko. Bez problemów dzieci, bzdurek, durnych zapychaczy i irytujących spraw sądowych.
3,99 bobra. A nawet dla równego rachunku - 4.

Niebawem będziemy mordować się z okrutną właścicielką hotelu i może nie być tak dobrze.