Jesteśmy na półmetku O mnie się nie martw.
Jest i prapremiera!

Dla tych, którzy nie czekają na piątek - kilka słów poniżej.

Mam wrażenie, że siódmy odcinek jest mocno “Za”.
Pojawiło się mnóstwo nowych wątków i chociaż nigdy na to nie narzekałam, to ewidentnie widać, że scenarzyści poszybowali w przestworza.
Sprawa pomocy dla psa znajdy - już byłaby super. A tutaj jeszcze maleńka Marysia na śmietniku i miłość Krzysia do dziewczynki.
I przyjazd do Kancelarii, Martusia w kontaktach z uroczą istotką…
I Podhalski z nową fryzurą oskarżający Małeckiego o odurzenie dziecka.

Zabrakło mi warstwy dialogowej. Ba! Momentami miałam wrażenie, że produkcja postawiła na szeroko pojętą improwizację.
Chociażby sceny z psem. Gdyby to był jakiś owczarek niemiecki, to może i zrozumiałabym obawy Małeckiego. Ale maleńki, wystraszony kundelek? (Czy ten zwierzak nie grał w Lekarzach?)

Paweł za dużo czasu spędza z Sylwią, a jego powitania i telefoniczne rozmowy są niesmaczne. Jednak muszę przyznać, że ładnie zaopiekował się Asią po nieudanym spotkaniu z matką, wsparł ją słowem i czynem.
Przyjemna scenka.
Na plus również rozmowa Irenki z Igą. Krótkie uświadomienie oczywistości. Ten szpitalny makijaż to totalne nieporozumienie.
Kubeł zimnej wody niebawem przyda się Trytytce. Wysoki prawnik onegdaj zostawił ją na lotnisku bez jakiejkolwiek pomocy. Czy tak zachowuje się odpowiedni kandydat na męża?
Niestety widać, że dziewczyna zacznie zastanawiać się nad związkiem z Małeckim, a i on czuje na plecach zagrożenie (i te wielkie kompleksy!)

“Nasz doktorek” jest wielką świnią! Zdradzał żonę z mężatkami, a teraz wyraźnie ostrzy sobie pazurki na kolejną połamaną ofiarę w postaci Igi. Miejmy nadzieję, że ten wątek zakończy się szybko i bezboleśnie, bo jestem już wkurzona jak Marcin ;)
(I jeszcze te lewe pieniążki).

Dużo chaosu, za dużo improwizacji Pawła Domagały.
Irenka jak zwykle nieoceniona.
Tomasz powrócił, Grażyna zrywa kontakty z koleżankami. Co dalej z Marysią? Krzysio nie ma szans na adopcję dziewczynki w obecnym stanie rzeczy.
(Ps. Jaka to musi być przyjaźń :) Jadąc do Kancelarii szczęśliwy znalazca tłumaczył dziecku, że niebawem pozna Kaszubę. I ani słowa o ukochanej ;)
3,5 bobra.