Premiera za nami.
Powiem szczerze, że nie polubiłam tego odcinka. Nie oznacza to oczywiście, że był zły - bo Krzysztof, Filip, Pani Irenka i Joanna dali radę.
Ale to co wyczynia para głównych bohaterów jest nie do ogarnięcia.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w połowie sezonu Marcin i Iga nie będą sobie spijać z dziobków, a widzowie otrzymają wielki happy-end.

Ale powiedzcie mi czy oni muszą być tak dziecinni?
Iga nie chce rozmawiać z mecenasem, bo jest zazdrosna o jego znajomą. Widać, że Kaszuba przełamał się, chce znowu za darmo składać kolejne pisma i pomagać. Zaczął nawet rozmowę o rodzicach, jednak nie dane mu było się zwierzyć, bo Iga ma muchy w nosie i zachowuje się jak udzielna księżna.
Ona nagle żadnej pomocy nie oczekuje, a wręcz przeciwnie obraża się na adwokata o to, że opuścił przyjęcie weselne i na złamanie karku jechał ratować ją z opresji.

W zasadzie nie dziwię się, że Kaszuba wybuchnął. Ale co innego wygarnąć przyjaciółce narastające frustracje, a co innego “na złość mamie odmrozić sobie uszy” i iść do łóżka z koleżanką ze studiów.
Zapatrzona w niego cielęcym wzrokiem, komplementująca, wspierająca i kokietująca Magda w porównaniu do furiatki Małeckiej jest ideałem kobiety.

Tylko, że Marcin nie wie, że jest ofiarą zakładu.
Mam też wrażenie, że to nie chodzi o zakład. Czy prawniczka przypadkiem nie mści się za przeszłość?
Dowody:
- Już na studiach kochała się w Marcinie, co potwierdziły dwie, niezależne koleżanki;
- Jako, że miała 20 kilo nadwagi przystojny bawidamek nie zwracał na nią żadnej uwagi;
- Schudła, zadbała o siebie i wróciła do Warszawy;
- Szybko zaczęła przebywać w tych samych miejscach co Marcin - Sąd, a nawet zakup mieszkania w okolicy - czyżby zdążyła pozbierać o nim najpotrzebniejsze informacje?

Mam wrażenie, że to zemsta zaplanowana przez lata. Jak będzie i czy moje podejrzenia okażą się słuszne dowiemy się niebawem.

Znalazłam małego babola u scenarzystów. Gadomska przeprasza za swoje zachowanie na urodzinach, a Marcin twierdzi, że nie zadzwonił, bo wszystko musiał sobie przemyśleć. A z czego miał zadzwonić? Z tego co pamiętam to intrygantka “przypadkowo” odebrała połączenie w jego komórce w finale poprzedniego epizodu.
Przecież Kaszuba musiał odebrać telefon, czyli jednocześnie spotkać się z prawniczką…
Ale to zupełnie nieistotne. Ot tak się zastanawiam ;)

Ślub jak ślub - z delikatnymi przeszkodami, w wąskim gronie znajomych. Zdziwiło mnie jedynie to, że nie było żadnego przedstawiciela ze strony Beaty. Co z jej rodziną, czy przyjaciółmi?
Marta szybko się upiła i… w zasadzie liczyłam na jakieś większe szaleństwa z udziałem sekretarki, kiedy zobaczyłam jak łapczywie dobrała się do szampana.

Bardzo podobały mi się wszystkie sceny z udziałem Joanny i Adama. Para zna się krótko, jednak potrafi od razu wyjaśniać sobie wszelkie nieporozumienia, bez pretensji i głupich kłótni.

Filip wyjawił wszelkie tajemnice. Bardzo lubię ojca Helenki, który się pogubił w życiu, jest odrobinę szalony, ale chce wszystko naprawić. I mam wrażenie, że szybko uda mu się spłacić zadłużenie.
Być może w serialu pojawi się również francuska babcia?

Krzysztofa było dzisiaj mało, jednak jak zwykle Paweł Domagała bawił widzów TVP2 lepiej niż wszystkie kabarety razem wzięte.
Od rozmów z Igą, przez porównanie jej “pastelowej” stylizacji do świnki Pepy i noszenie zdrowej wody oligoceńskiej na kawki, szukanie gałki w indyku, do wizyty w hotelu celem nakrycia byłej żony z mecenasiną na zabawach sado-maso, kończąc na opróżnianiu minibarku z “winniczkiem” i zwierzeniach.

Nadal mam wrażenie, że Panią Irenką nie kieruje “chuć” wieku dojrzałego, tylko coś więcej ;)
Ale te dwuznaczne rozmowy, których jej współlokator po prosu się boi powinny dać jej do myślenia. W końcu ucieknie przed podstarzałą (przepraszam Pani Hanno ;) gospodynią gdzie pieprz rośnie. A tego byłoby mi szkoda.

Za odcinek 3 bobry.