Moja ulubiona obyczajówka powróciła w prapremierze z przeskokiem czasowym.
W porównaniu do “Przyjaciółek” to tylko pół roku, ale w życiu głównych bohaterów doszło do sporych zmian.

Wszystko poniżej.

Paweł żyje i szaleje.
Nie ma już Asi (Aleksandra Domańska odeszła/została zwolniona z produkcji), są za to jednorazowe przygody miłosne, które poprawiają ego prawnika.
Sylwia kręci głową z niedowierzaniem, jest odrobinę zazdrosna, chociaż bardziej zażenowana postępkami kolegi.
Na pierwszy ogień Laura Breszka. Aktorka ma ostatnio “szczęście” do grania kochanek ;)

Krzysztof wyjechał do Niemiec. I wrócił.
Zostawił Martusię w przeddzień ślubu i został opiekunem emerytki.
Przy okazji chyba na dobre pożegnaliśmy postać mecenasa Podhalskiego, bowiem do imprezy nie doszło.

Jest spory spadek, marzenia o własnej działalności gospodarczej i nieźle skrojony garnitur. Na deser bawarski spadkobierca - pociotek zmarłej.
Nie wyobrażam sobie już Małeckiego bez Marty, tylko obawiam się, że zabawa w podchody i obrażanie znowu będzie mordowana przez cały sezon.

Jest Iga. Zdziwiłam się, że aktorka po sukcesie “Zimnej wojny” zjawiła się na planie. Joanna Kulig to jednak profesjonalistka. Czapki z głów.
W tle fundacja, szarpanina na ulicy, chęć pomocy i na szczęście przyzwoita fryzura ;)

Nowa, ważna postać - Monika. Dziennikarka wynajmująca Kaszubom parter w domu.
Przy okazji ma haka na całą rodzinę, co powtarza cichutko i niedbale w momencie prezentacji zdjęcia. A ono wygląda następująco:

Marek? Chyba nie.

Podeszłam do prapremiery z wielkim entuzjazmem. I jakoś tak się czuje oszukana. Straszny chaos scenariuszowy, a już brednie o pochowaniu ukochanej i wizualizacjach jej pogrzebu… Dramat.
Czekam na więcej, bowiem kryminały już mi się przejadły ;)

2 bobry.