Straciłam serce do tego serialu.
Bardzo lubię aktorów, uwielbiam “ciepełko” i koloryt, ale scenariusz nowych odcinków zupełnie nie przypadł mi do gustu.

Krzysztof ponownie wikła się w głupotki, nowi bohaterowie usilnie starają się wybić na pierwszy plan, a powracające postacie są typowymi zapychaczami czasu.
Oglądam jednak dalej, przedpremierowo, bowiem mimo wszystko, nie ma za wiele obyczajówek komediowych na polskim rynku.

Szczegóły poniżej.

Nie dziwię się, że Małecki otworzył warsztat samochodowy. Od lat naprawiał znajomym pojazdy, jest fach w ręku i szkoda, żeby się marnował.
Powróciła Iwonka. W sumie nie mam nic przeciwko jej romansowi z Andreasem. Trzeba tylko na dobre pożegnać się z ideałem sprzed lat.
Ps. Co się stało z sympatią Kaszuby Seniora?
Trzeci odcinek minął, a Pani Sędzia jeszcze się nie pojawiła.

Marcin zdziczał całkowicie.
Tak jak pisałam poprzednio - wiem, że jest w żałobie, zdaje sobie sprawę, że cierpi, ale to nie jest postać dramatyczna.
To nie jest też produkcja dramatyczna.
Dookoła dzieją się głupotki, znajomi, pracownicy i rodzina opowiadają żarciki, a w tym wszystkim kłębek nieszczęścia, który nie chce znikąd pomocy.

Nie trawię Sylwii i Pawła.
Tutaj już ewidentnie nie ma pomysłu i czekam tylko na rozstanie.
Szkoda, bo mocno kibicowaliśmy tej parze.

Podobnie jest w przypadku Pani Irenki. Sąsiadka jest tłem, a w zasadzie w ogóle nie istnieje w życiu bohaterów. Marta też pojawia się tylko, aby ponarzekać na Marcina, lub zepsute ksero.

Dwa słowa o nowych. Mam wrażenie, że młodzi aktorzy starają się “za bardzo”.
Nie mam żadnego ulubieńca, nikomu nie kibicuję. Szkoda na nich czasu antenowego ;) Przynajmniej na razie.

A teraz plusy.

+ Zbyszek. Już dawno nie widziałam tak uroczego aktora dziecięcego. Scenki przed drzwiami i “pomyłka” zasługują na bobra.
+ Przepychanki słowne Małeckiego. Możemy narzekać na improwizację Pawła Domagały, ale bez Krzyśka nie ma “O mnie się nie martw”.

Ucieszyłam się też na widok powracającego ojca.

Tyle w temacie i 2 bobry.