Prapremiera, więc słów kilka poniżej.

Tytuł czytajcie z pewnego rodzaju ironią w głosie ;)

Naogląda się człowiek zwiastunów, więc cieszy się, że w końcu kolejny odcinek będzie naładowany ciekawymi wątkami i kolorowymi akcjami z udziałem znajomych bohaterów.
I co dostaje?
Czterdzieści minut absurdalnej sprawy ze sprzedażą rowerka.

Jesteśmy w połowie sezonu, a sprawy stanęły w miejscu i nie mogą drgnąć.
Sylwia nadal waha się w sprawie małżeństwa z Mariuszem, bowiem nie jest łatwo przyjąć na siebie byłą z nienarodzonym dzieckiem. Tym bardziej jeśli maleństwo ma chore serduszko.
Dodatkowo koło niej kręci się przystojny ortopeda, który w każdym odcinku dowiaduje się o “narzeczonym” i znowuż się zdumiewa ;)
Na szczęście Paweł na razie jest odstawiony na boczny tor, a Joanna jest idealnym, rozsądnym wsparciem.

Był złodziej z rwą kulszową, który spowodował ciąg narzekań Małeckiego. Milena dalej przybywa i podziwia sąsiada, podobnie jak Helenka - tylko bardziej online.

Iga zajmuje się sprawami dzieci, chociaż jak widać na załączonym obrazku robi to niezbyt udolnie. Starsza córeczka od kilku miesięcy rankiem i wieczorem stuka w klawiaturę z maślanym wzrokiem, a rodzice przyjmują tłumaczenia o odrabianiu zadań bez mrugnięcia powieką. Kłopoty dopiero nadejdą.
Czyżby nikt już nie pamiętał w jak brzydką sprawę wpakowała się onegdaj Oliwka?

Jakim cudem ojciec kolegi z klasy nie przybył do domu Małeckiej, tylko trafił do Kancelarii? Od kiedy takie sprawy załatwia się w miejscu pracy rodziców?
Sprzedaż roweru była maglowana przez wszystkich: Matka, Ojciec zastępczy, Krzysztof, Tata - Francuz, Sylwia, Paweł, a nawet grupa studentów Kaszuby.
Dowiedzieliśmy się, że dziecko bez zgody rodzica nie ma prawa sprzedać jednośladu ;) No cóż.

Na duży plus zatroskana Marta, która nie mogła przeboleć koleżanki w domu byłego. I ta paląca kwestia obuwia! Gdyby tą zazdrość jakoś pociągnąć, dodać kilka scenek więcej, jakieś komediowe akcenty.
Na chwilę pojawiła się “kuguarzyca” z Jackiem, dodając do melorecytacji kilka sapnięć i pojałanek, ale w bardzo niewymuszonym stylu. Chociaż to również była całkowita improwizacja.

Małecki miota się bez większego sensu, Irenka służy do opieki nad Zbyszkiem, Marta zajęła kilka minut, a o Idze wspominać mi się już nie chce.

Bardzo lubię ten serial i wiem, że ma ogromny potencjał. Niestety po raz kolejny muszę przyznać, że w tym odcinku jest kompletnie zmarnowany.

Czekam na siódmą odsłonę, bowiem zanosi się na zmiany.
Z dużą nadzieją 2 bobry.