Kancelaria, która onegdaj tętniła życiem ogromnie się wyludnia. Po Marcinie, Idze i Asi (nie mówiąc już o Zarzyckim) z pracy postanowił odejść kędzierzawy Tomasz.
No cóż… Od zawsze nie przepadał za Kaszubą seniorem, a po wyjeździe do USA otrzymał intratną propozycję zawodową.
W zasadzie zupełnie mu się nie dziwię.

Marcin niespecjalnie sprawdził się w roli obrońcy Łukasza. Głowę zaprząta mu niespodziewane ojcostwo. Mam wrażenie, że badania DNA nie są potrzebne. Stewardessa nie wygląda na osobę, która ma ochotę go “wrobić”.
Jestem zła na Kaszubę, który jak zwykły luj spod osiedlowej budki z piwem zaatakował Kingę w kwestii jej prowadzenia się w przeszłości. Tym bardziej, że sam w czasie studiowania nie żył w celibacie.

Krzysiek nadal doszkala się w kwestii prowadzenia działalności gospodarczej, a nowo poznane metody testuje na chorej sekretarce.
Katarzyna Ankudowicz, która przez cały odcinek musiała udawać, że ma zatkany nos - jak najbardziej na plus.

Wątek Igi polegał na szukaniu nowego “image” i rozmowach z mamą Marcina. Kolacja w końcu doszła do skutku, jednak bez udziału taty z Mazur, którego przytłoczyły wiadomości z domu.
Sceny w ośrodku poprawczym jak dla mnie nadal zupełnie niepotrzebne.
Zamiast pociągnąć ukochanego za język, dać mu się wygadać - bardziej przejmuje się kolorem nowej szminki.
Zupełnie nie pasuje mi to do jej postaci, kreowanej przez trzy sezony.

Najlepszy moment odcinka to niewątpliwie Krzysiek, który bezceremonialnie przywitał Tomka w drzwiach Marty - jednocześnie wycierając w elegancki garnitur prawnika resztki kataru ;)

Odcinek bardzo przeciętny.
Zamiast połowy obsady znanej z poprzednich sezonów oglądamy rozmowy dzieci.
Niechaj chociaż Francuz powróci!

2 bobry.