Mam nieodparte wrażenie, że scenarzyści serialu wzięli sobie nasze komentarze dosłownie i z odcinka na odcinek pojawiają się coraz ciekawsze role gościnne, z udziałem aktorów, którym chce się grać.
Już wyobrażam sobie Panią Fraszyńską i Panią Malec, które wracają po pracy do domu i mąż pyta: I jak tam dzień ci minął? “A pół dnia udawałam orgazm”.

Brzmi jak tekst gwiazdy porno ale to najszczersza prawda :)

Hotel 52 ruszył z pełną parą i zatrudnił świetnych gości. Historia małżeństwa po rozwodzie, które wspólnie wydaje książkę bardzo mi się podobała. Coś zdecydowanie nowego po kilkudziesięciu odcinkach pogoni i ucieczek.

Wspólna książka o idealnym małżeństwie, wynajęty aktor do roli kochanka i nasza droga Lucy, która postanowiła pomóc.
Jedyna rzecz, która była do poprawy to spotkanie w restauracji, gdzie Grażynka i jej kochanek nie szczędzili sobie czułości. Wiadomo, że to tylko serial. Ale gdyby ktoś w normalnym życiu spotkał takie kuriozum i kłamstwo w czystej postaci z udziałem celebrytów z pewnością zrobiłby kilka zdjęć i podesłał na takiego ratlerka, pudelka czy inne ustrojstwo, które płaci.

Igor dalej boleje nad utratą ukochanej ale jego postać przydała się po to aby w końcu utrzeć nosa nowemu konsjerżowi. Okrutnie antypatyczny bohater. Ale dzięki niemu życie hotelu posuwa się do przodu.
Artur kupuje pierścionek z małym brylantem i postanawia przyjąć ofertę konkurencji.

Udawane orgazmy zza ściany prima sort. Fraszyńska jest nadal jedną z najlepszych polskich aktorek. I nawet jak jęczy to widać, że po coś to robi.

Kolejny odcinek oglądało się świetnie i jak za dawnych czasów. Krótko i na temat - 4 bobry.