Koniec grudnia i początek nowego roku to zwyczajowa “posucha” nie tylko w polskich serialach. Hity stacji USA mają przerwy, które trwają nawet dwa miesiące. Ale jest to też czas, kiedy wprowadzane są nowe tytuły. Z braku możliwości widownia zmuszona jest oglądać zupełnie inne produkcje, które albo doczekają się kolejnych odcinków albo znikną bez wyjaśnienia. Czy kolejna produkcja słynnej Shondy, która od lat w USA tworzy najlepsze seriale medyczne ma szansę na kolejny sezon?. Nie mam pojęcia. Wyniki oglądalności są co najmniej przeciętne.

A czy warto?

Jak na razie, a kieruje się tylko kilkoma odcinkami uważam, że serial jest przeciętny, ckliwy i mocno przewidywalny.

Jeśli ktoś ma problemy na stole operacyjnym, to jestem raczej pewna, że się wykaraska z kłopotów a jego partner/mąż/przyjaciel umrze. Dramat pełny ale po kilku odcinkach bardzo banalny.

Hawaje grają Amerykę Południową. Dlatego mamy wrażenie, że scenerię już gdzieś widzieliśmy… a chociażby w serialu Zagubieni. Dżungla nie do końca jest dżunglą, przypadki medyczne rodem z książek Cejrowskiego wystąpiły przez chwilę - jak wielka płaszczka w nodze rannego, a później niepostrzeżenie pokazano nam skaleczenia i poród.

Najgorzej jest jednak z aktorami. Trójka młodych lekarzy pojawia się w środku dżungli. Każdy z nich ma jakąś przeszłość, bo niekoniecznie każdy doktor rzuca swoje życie i chce ratować ludzi z końca świata za marne pieniądze. A z tymi dramatami też różnie bywa… Jeden jest słabym chirurgiem plastycznym, ktoś inny niedawno pochował narzeczonego.. Ech…

Młodych lekarzy jest trzech: Dr Lily Brenner, Dr Mina Mital i Dr Tommy Fuller. Ale daleko im do Izzie, Meredith czy też Alexa z Chirurgów. Ani bardzo ładni - a w przypadku męskim, który podrywa co odcinek turystki i kąpie się nimi pod prysznicem to jakieś science fiction. Aktor zupełnie nie nadaje się do roli podrywacza i łamacza damskich serc.

Akcja taka sobie. Wyraźnie widać, że faworytką “starej brygady” czyli lekarzy z kliniki jest młodziutka Lily. Jakkolwiek sobie wymyśli tak się stanie. Mówię tutaj np. o rozsypaniu prochów zmarłej żony pacjenta, gdzie do docelowego miejsca trzeba płynąć i płynąć… a pacjent umierający… Aczkolwiek prochy ważniejsze i to ona przekonała swoich przełożonych.

Klinika biedna. Nie ma podstawowych środków czystości, nie mówiąc już o krwi i dobrych lekach. Dlatego też prowadzone są wykłady z roślin, które leczą, mrówek, które goją rany i tym podobne. Nie ma pieniędzy nawet na dobry transformator, aczkolwiek jakoś udaje się wycisnąć pieniądze na badania i świeże rękawiczki do każdego przypadku medycznego, chociażby miał być nim katar.
Jesteśmy świadkami ekstremalnych sytuacji, niebanalnych operacji bez prądu, bez krwi, wyobrażam sobie, że niebawem będą operować w dżungli li i jedynie pędem bambusa.

Nie mam ani jednego bohatera, za którego można trzymać kciuki. Nikt na tyle nie zawojował serialu, że warto dla niego kręcić kolejne odcinki.
Żałuję, że zabrano Dr Bailey z Greys Anatomy chłopaka, z którym rozwijał się romans. W dżungli aktor zaginął.

Oczywiście, że zdarzyły się gorsze seriale. Nie przekreślam jeszcze Off the Map. Ale naprawdę nie ma za kogo trzymać kciuków.

Bobry 2 Za plenery jeden. A drugi na zaś ;) Tym bardziej, że wiem, że serial ma grono fanów nie tylko w Polsce. Ja jeszcze do nich nie należę. I obawiam się kolejnych, pompatycznych odcinków.

fot.thefrisky.com